sobota, 21 lipca 2012

Rozdział 5

EDIT : Ankietę na imię głównej bohaterki wygrało, jak pewnie wszyscy już wiedzą, imię ROSE !
Czyli zamiast MEGAN mamy ROSE, będę pisała : ROSALIE, ROSIE, ROSE. Bardzo dziękuję za wszystkie głosy < 3333
______________________________________________________________

Rosalie :
Co to tak ciągle dzwoni? Otworzyłam oczy i od razu zapragnęłam je zamknąć, bałagan totalny, śmierdziu tu jakkoś, a tak w ogóle to ktoś na mnie leży. Oparłam się na łokciach i ujrzałam słodką twarz Viki. Powoli, żeby jej nie obudzić,  wstałam z sofy i szybko skierowałam się do kuchni po jakieś tabletki na ból głowy, pewnie reszcie też się przydadzą , więc najlepiej byłoby gdyby tam były.  Omijajac po drodze różne śmieci doszłam do celu, otworzyłam szufladę i wygrzebałam z niej jakieś tabletki. Nalałam sobie do szklanki wody i usiadłam przy stoliku.  Kątem oka zerknęłam na zegarek, już  12 , całe szczęście że samolot mamy na wieczór.  Po zarzyciu tabletek, szybkim krokiem udałam się do pokoju po jakieś ubrania . Dziwne że nie było tam Cor. Zrobiłam sobie prysznic, ubrałam wcześniej przygotowany zestaw ubrać , po czym zeszłam do kuchni zrobić jakieś śniadanie, pewnie ja i Cor która nie piła, i tak trzymamy się najlepiej z tego całego towarzystwa. Wyjęłam potrzebne składniki i usmażyłam naleśniki, za którymi wszyscy przepadają. Kiedy skończyłam wszystko postawiałam na stół w salonie z którego zrzuciłam wszystkie śmieci. Zaczęłam wszystkich budzić, na początku Hazz, oczywiście z nim sprawa poszła najprościej, trochę po nim poskakałam i jak na zawołanie zjawił się w salonie, później Boo Bear, z nim też nie miałam większych trudności, więc szybko udałam się do Liama. Weszłam do jego pokoju i nie mogłam go znaleźć.
-Liam! – wołałam go, ale nie odpowiadał. Uchyliłam drzwi do łazienki i zatoczyłam się ze śmiechu, wyciągnęłam szybko telefon i zrobiłam Li zdjęcie. Biedak pewnie chciał zrobić sobie prysznic i niestety zasnął w ciuchach w prysznicu. Obudziłam go i pomogłam wyjść z mało wygodnego do spania prysznica. Liam dołączył do Larrego i razem  zeszli na dół obudzić Viki, a ja skierowałam się do Zayna, z tym śpiochem było o wiele, wiele gorzej, dodając jeszcze to jak się wczoraj spił to obudzenie było zadaniem prawie nie wykonalnym. Długo musiałam go zwalać z łóżka za nim się poddał i gdzecznie udał na śniadanie.
-Na stole leżą tabletki ! – krzyknęłam za nim i poszłam do gościnnego w którym leżał Sean. Następny śpioch, co za ludzie…
-Seann ! Wstawaj- darłam mu się do ucha, ale on podobnie jak Zayn, mało co kontaktował. Zaczęłam bić go poduszką, kiedy już prawie opadałam z sił, otworzył swoje malutkie, zmęczone oczka i spojrzał na mnie, prawdopodobnie nie wiedząc gdzie się znajduje.
-Na dole jest śniadanie. – uśmiechnęłam się i wyszłam z jego pokoju.
Zostali mi tylko Niall i Cornelia, hmm gdzie ona może być?
-Liamm ! Poszukajcie Cor! – krzyknęłam na dół i poszłam do pokoju blondaska. Cicho uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Niall spał sobie owinięty kołdrą prawie po czubek głowy. Podeszłam do niego i nachyliłam się nad nim, wyglądał tak słodko, jego blond grzywka delikatnie opadała mu na twarz, długie, czarne rzęsy spływały na blado zaróżowione policzki. Usta miał lekko rozchylone, oddech wyrównany i głęboki. Przyglądałam mu się z wielką fascynacją, lekko się poruszył, zamlaskał i przewrócił się na drugi bok. Zachichotałam cicho, podniosłam się i szturchnęłam go w ramię.
-Niall! Wstawaj, śniadanie jest. Naleśnikii i to z nutellą. – temu nie mógł się oprzeć, odwrócił się w moją stronę i otworzył oczy, ciepło na mnie spoglądając.
-Hmm, taki miły widok na początek dnia- uśmiechnął się ukazując swoje białe ząbki zakryte aparatem na zęby, który moim zdaniem dodaje mu uroku. – Cześć Rosie- przeciągnął się i ziewnął.
-Zaraz zejdę na dół- poinformował mnie i wyszedł z pod kołdry udając się do szafy z ciuchami.
Okej. – rzuciłam i poszłam do salonu, gdzie wszyscy się już zajadali .
-Mmm, jesteś bogiem Rose – powiedział Sean z pełną buzią, zachichotałam cicho i przysiadłam się do nich. Zabrałam Lou naleśnika i z zapałem śledziłam spór o ostatni placek.
-Ejj, on jest mój . Pierwszy go zobaczyłem ! – żalił się Niall.
-Taa? A ja go pierwszy wziąłem – Hazza wytknął mu język.
-Tatoooo ! Harry zabrał mi jedzenie – Irlandczyk poszedł szukać pomocy u Liama.
-Harry oddaj mu tego głupiego naleśnika. – powiedział cicho Li podtrzymując głowę na rękach.
-Jakiego głupiego, jak śmiesz ! – Hazz się zbulwersował.
Horan i Styles dalej się wykłócali o naleśnika, Liam położył się na sofie i zakrył poduszką, a ja siedziałam z naleśnikiem Louisa i się z nich śmiałam.
-Ojj skończcie już z tym naleśnikiem – Zayn wstał, wyrwał go Harremu z ręki i polizał.- teraz nikt go już nie zje – zadowolony opadł na poduchy i sięgnął po gazetę.
-Hhahaaha, biedny przewidywalny Zayn- prychnął Niall i wziął ‘niejadalnego ‘  naleśnika do ręki, po czym włożył go sobie do buzi i z zacieszem na mordce poszedł do kuchni.
-Udław się ! –krzyknął za nim Harry. Niall zaśmiał się i sięgnął po butelkę wody stojącą w kuchni.
-Nie wiem  jak wy ale ja się idę pakować – uśmiechnęłam się do wszystkich i pociągnęłam Cornelię za rękę, ta tylko pomachała im i trzymana przeze mnie  wskoczyła na schody.
-Co jest ? – zapytała kiedy byłyśmy już w naszym pokoju.
-Nic, chciałam żebyś mi pomogła- zrobiłam wielkie oczka prosząc ją pomoc w pakowaniu.
-Zapomnij. –prychnęła i uciekła do łazienki.
-Wiesz? Straszna jesteś – powiedziałam z udawaną złością.
-Też cię kocham ! – wrzasnęła moja wariatka.
Więc co mi pozostało, wzięłam torbę i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy. Myślałam że dłużej mi to zejdzie, Cor również była już spakowana zerknęłam na zegarek, już 14:30 ale to leci. Razem poszłyśmy na dół, gdzie nikogo nie było, pewnie poszli się pakować. Usiadłyśmy sobie na sofie i porozmawiałyśmy. Przypomniało mi się że jeszcze miesiąc, okej ponad miesiąc i początek roku szkolnego.  Boję się że koszmar z tamtego, i poprzedniego i jeszcze wcześniejszego roku się powtórzy.
-Nie mówmy teraz o tym, dobrze ? –powiedziałam cicho, Cor wiedziała że się boję, przechodziłyśmy przez to obie, obie byłyśmy znienawidzone przez Alis, obie poniekąd przez nią prześladowane. Była tylko jedna różnica, Cornelia się tego nie bała, z uniesioną głową stawiała czoło tej idiotce. Potrafiła jej na wrzucać i się nie przejmowała co się stanie. Była moim oparciem, gdyby nie ona to nie wiem co by zemną było. Teraz pocieszam się tylko tym że będą ze mną też chłopcy. Shey mnie przytuliła i tak sobie siedziałyśmy, aż przyszli do nas wszyscy.
-Heee…j, co się stało ? – zapytał zaniepokojony Harry kiedy ujrzał mnie w objęciach Cornelii.
-Umm. .nic, jestem tylko trochę zmęczona – ziewnęłam na niby. Hazz podszedł do mnie i ujął mój podbródek, spojrzał mi w oczy i szepnął.
-Wiesz że ja wiem co się dzieje ?
-Ee..taa – mruknęłam cicho wtulając się w niego.
-Będziemy z tobą mała.
-Huh? Tylko nie mała ! – nagle się ożywiłam.  Harold przytulił mnie jeszcze mocniej i zamruczał mi do ucha.
-Dla mnie zawsze będziesz małą dziewczynką- przyjemne ciepło rozlało się po moim sercu.
-Też cię kocham Harry. – powiedziałam patrząc mu w oczy, zobaczyłam w nich ten błysk, iskierkę które kocham. On..on  jest dla mnie jak  brat, którego nie miałam.
-Ojojojoj – Cor doskoczyła do nas i razem zastygliśmy w grupowym miśku.

-A my? - Krzyknęli chłopcy.
-Um..Niech pomyślę - Cor teatralnie wsparła głowę ręką i udawała że się zastanawia.
-Ej!- wrzasnął oburzony BooBear.
-Oj, niech wam będzie - blondynka burknęła udając obrażoną.
Duże dzieci w mig rzuciły się na nas, sprawiając że wszyscy runęliśmy na podłogę.
-Grupowa kanapka! -ryknął Harry.
Pomysł wydawał by się wspaniały, miał tylko jedną wadę JA BYŁAM NA SAMYM DOLE TEJ KANAPKI. Przecież oni mnie zgniotą ,a moje ciało będzie trzeba zdrapywać z paneli. Z zamyśleń o jakże okrutnym końcu mojego życia wyrwał mnie cichy szept Nialla.
-Uciekamy? Bo coś mi się wydaje że tobie też nie leży ta 'kanapka'.
-Czytasz mi w myślach - odpowiedziałam chichocząc i podałam dłoń blondynkowi. Delikatnie ją ujął i szybkim ruchem postawił mnie do pionu. Poczułam zapach jego perfum, te lubiłam najbardziej. Chcąc choć przez chwilę napawać się tym zapachem przymknęłam powieki zatapiając się w cudowniej woni jego perfum.
Szybko powróciłam na ziemię gdyż Niall zaczął lekko mną potrząsać.
-Rose, wszystko okej?- zapytał z niepokojem w glosie. Em. no tak to mogło wyglądać co najmniej dziwnie.
-Taak, chodźmy już- zmieniając temat gwałtownie pociągnęłam chłopaka za sobą na zewnątrz.
-Pokażę ci coś.- Niall puścił mi oczko i prowadził mnie ogrodem do .. właściwie to nie wiem gdzie mnie  prowadził. Szliśmy krętymi dróżkami przez ogród. Nialler zgrabnie ominął ostatni krzewik i gestem ręki ukazał mi piękny zakątek schowany pod gałęziami wierzby. Dookoła rosły najróżniejsze kwiaty a z małej fontanny sączyła się czysta woda. Z boku pod dużą wierzbą stała, prawdopodobnie ręcznie rzeźbiona ławeczka. Całość zapierała mi dech w piersiach. Małymi krokami doszłam do ławki, aby z niej podziwiać to wszystko.
-Podoba ci się? - powoli wypowiedziane przez Nialla słowa delikatnie łaskotały mój kark.
-Jest..tu.. ja nie wiem co powiedzieć. Jest idealnie.- szepnęłam wpatrując się w fontannę.
-Proszę - Niall podał mi pieniążka, nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi.
-Yy,ale.. -zaczęłam.
-Pomyśl życzenie i wrzuć do fontanny.- powiedział z lekkością wpatrując się we mnie.
-A co jeżeli mam już wszystko o czym marzyłam? - droczyłam się z nim.
-Hmm, na pewno znajdzie się jeszcze coś czego na prawdę pragniesz.-mruknął i sam ruszył w kierunku fontanny. Pochylił się i wystrzelił z palca monetę. Po chwili odwrócił się do mnie i nieśmiało uśmiechnął. Jego policzki leciutko się zaróżowiły, nie wiem dlaczego ale coś mnie do niego przyciąga. Jest taki..sama nie wiem jak go określić. Kocham go, kocham jak przyjaciela, jak brata, jak Louisa, Liama, Zayna i Harrego, jak Cornelię, ale czy nie czuję do niego czegoś więcej? Tak w sumie to się nad tym nie zastanawiałam. Nie było takiej okazji. Jak go potrzebowałam był przy mnie, bronił mnie i po prostu BYŁ. Kiedy skończyłam już swój wykład na temat Nialla niepewnie wstałam i podeszłam do niego. Pomyślałam życzenie i wrzuciłam monetę do wody. Życzyłam sobie żeby w moim życiu pojawił się ktoś kogo mogła bym pokochać, pokochać miłością taką jaką mąż darzy żonę. Ktoś przy kim mogłabym się budzić i zasypiać. Tak. Marzy mi się ktoś do kochania.
-O czym pomyślałeś?- zapytałam pocierając rękoma ramiona, bo trochę już zmarzłam, w końcu mimo tego że mamy lato wieczory są chłodne. 
-Nie mogę powiedzieć bo się nie spełni – powiedział ściągając bluzę i zakładając ją na mnie.
-Mmm..ładnie pachnie.. twoimi perfumami. - wyrwało mi się, czułam jak moje policzki się czerwienią. Niall zaśmiał się nerwowo, chyba też trochę go to speszyło.
-A jak ci obiecam że nikomu nie powiem? -szybko zmieniłam temat.
-Rosee! Niallll! Zaraz wychodzimy! - krzyknął ktoś z domu.
-Musimy już wracać. Londyn czekaa! - rozciągnął się i razem udaliśmy się do domu.
Jak weszliśmy panował tam już kompletny chaos. Wszyscy krzątali się z walizkami, no może z wyjątkiem Seana który objadał się żelkami na sofie. Viki już rano nie było, bo rodzice ją zawinęli, chyba mieli gdzieś jechać czy coś. Niall popędził do swojego pokoju, pewnie po walizki. Poszłam za nim, bo ja swoje już dawno zaciągnęłam na dol. Zapukałam cicho i weszłam do środka. Tak jak myślałam Horanek dopinał walizkę upychając w niej zapewne jakieś ciastka.
-Niall- mruknęłam, chłopak spojrzał na mnie i gestem głowy nakazał mi mówić o co chodzi. - Więc czego sobie życzyłeś?- zapytałam cicho.
-Nie mogę powiedzieć, bo się nie spełni – wzruszył ramionami i ponownie zabrał się za dopinanie walizki.
-A jak obiecam że nikomu nie powiem? – drążyłam.
 -A jak moje życzenie było związanie w tobą? – szepnł tajemniczo, znosząc walizkę z łóżka i pozostawiając mnie zdezorientowaną w pokoju. Ccooo? Nie rozumiem tego, ale niema się co dziwić bo za Niallem nie nadążysz, choć byś nie wiem jak bardzo chciał. No nic.. wyszłam z jego pokoju zamykając drzwi i zeszłam do salonu gdzie wszyscy już czekali na mnie. Bagaże są już załadowane do samochodu. Kierunek - DUBLIN. Pożegnaliśmy się z Seanem, zadzwoniliśmy do rodziców Nialla i do Grega też, bo on już wrócił do swojego mieszkania. Kłócąc się o miejsca w aucie, po jakichś 15 minutach wyjechaliśmy z Mullingar.Droga minęła nam szybko, rozmawialiśmy sobie, chłopcy powspominali stare x-factorowe czasy, ja i Cornelia poopowiadałyśmy swoje przypały. Od tego śmiechu rozbolał mnie brzuch.  DoLiama zadzwonił manager One Direction.
-Haloo?!-krzyknął Li i gestem ręki uciszył chłopaków- CO?!... Ale mieliśmy mieć wolne..nie .. u kogo? .. kiedy i o której? .. dobra, dobra, tylko raz!..Mhm, zadzwonimy jutro..cześć. – rozłączył się i poinformował nas że mają pojutrze JEDNORAZOWY wywiad, bo coś tam jest potrzebne do  promocji płyty i takie tam, większości nie słuchałam. Cały czas potajemnie przyglądałam się Niallowi. Dalej mnie zastanawia to co powiedział w pokoju, czy to miał byś jakiś żart? Może o to chodzi że mam się nad tym głowić a tak na serio to nic nie znaczyło i powiedział to ot tak sobie. A jeżeli to był jakiś znak, że mu się podobam? Um. NIE! Tą opcję od razu odrzucam, bo niby jakim sposobem takiemu Niallowi, za którym szaleją miliony dziewczyna na całym świecie, a następne miliony z nich dało by się zabić za uścisk jego dłoni, miała by podobać się taka zwykła, nie najładniejsza i ogółem jakaś taka dziwna dziewczyna jak ja, skoro może mieć każdą na skinienie palcem? Tak więc na razie pozostaję przy wersji pierwszej czyli że to była jakaś zmyłka. Dopóki nie wymyślę jakiegoś sensowiniejszego powodu dla którego mógł tak powiedzieć pozostaję przy tym.  Resztę drogi próbowałam się nad tym nie zastanawiać, co robiło się coraz trudniejsze, udawane kłótnie chłopców i Cor też trochę mnie już zmęczyły. Założyłam słuchawki na uszy i puściłam Look after yopu – The Fray. Głowę oparłam o ramie Louisa i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
-Obudźmy ją.- ktoś, chyba Zayn cicho szepnął.
-PO CO ?! – powiedziała, może trochę za głośno, ale i tak już nie spałam, Cornelia.
-Bo mi się nudzi, a Rosie zna fajne dowcipy.
-Nie bądź śmieszny, nie ma mowy. NIEWYSPANA ROSE TO ZŁA ROSE!- Postanowiłam jeszcze trochę poodawać że śpię i czekać na dalszy rozwój wyarzeń.
-Ale..-mruknął.
-Nie ma mowy!-tym razem odezwał się Lou.
-Dlaczego?
-Boo..-szukał odpowiednich słów – Hmm, słodko wygląda jak śpi- powiedział cicho i dźgnął mnie w policzek. Wszyscy się zaśmiali, ale szybko zostali uciszeni przez Liama.
-Jesteśmy na miejscu- poinformował nas grzecznie kierowca.
Drzwi się otworzyły i każdy po kolei wysiadał, chciałam już wstawać kiedy poczułam czyjeś ręce pod sobą, któryś z chłopców, a konkretnie Niall mnie niósł. Leniwie otworzyłam oczy i od razu napotkałam jego przenikające spojrzenie. Uśmiechnęłam się lekko, ale podejrzewam że wyszedł mi jakiś grymas. Nialler cicho zachichotał, ale nie postawił mnie na ziemię.
-Niall, nie musisz mnie nieść, jestem ciężka. -Horan spojrzał na mnie i na kilka sekund dosłownie zmroził wzrokiem, po chwili się zaśmiał w specyficzny dla niego sposób.
-Ty? Nie bądź śmieszna, jesteś lekka jak piórko, mógłbym cię tak nosić caaały czas- powiedział pewny siebie. Otworzyłam usta i już miałam coś powiedzieć, zaprzeczyć czy coś ale nie miałam na to siły. Szybko poddałam się pokusie, wtuliłam głowę w ramie blondyna a rękami oplotłam jego szyję, przymknęłąm oczy i po raz kolejny odpłynęłam w błogim śnie.
-Teraz to musimy ją obudzić-powiedział rozbawiony Zayn, chyba Zayn.
-Tak,tak musimy..-mruknęła Cornelia.
Poczułam jak ktoś mnie szturcha, wcale nie miałam ochoty się budzić, więc udawałam że nie czuję tego. Szturchanie się wznowiło, zaczeli skandować moie imię, dalej leżałam na kolanach Nialla niewzruszona, zaraz niedziałam na Niallu, pewnie mu ciężko. Kierowana współczuciem do blondaska otworzyłam oczy, rozejrzałam się dookoła. Byliśmy na lotnisku, pewnie zaraz mamy samolot. Powoli próbowałam wstać, zachwiałam się lekko ale Niall mnie przytrzymał. Ponowiłam próbę i tym razem również prawie upadłam. Znów poczułam ręce Horanka pod sobą.
-Niall, już ci mówiłam jestem za cię..apsik!-kichnięcie nie pozwoliło mi skończyć. Bez dalszego protestu znów oparłam się o Nialla i wszyscy ruszyliśmy w stronę samolotu.  Irlandczyk powoli posadził mnie na siedzeniu i sam usiadł obok.
-Mogę? –zapytał chociaż i tak znał odpowiedź. Pokiwałam głową i ponownie kichnęłam, już wiedziałam co to oznacza, tylko dlaczego ja? NIENAWIDZĘ BYĆ CHORA ! 
-Coś mi się wydaje że się przeziębiłaś, i coś mi się wydaje że to moja wina.
-Nie, Niall jest okej.- następne kichnięcie, ja tak nie dam rady. Harry odwrócił się do nas i podał mi opakowanie chusteczek.
-Dziękuję- mruknęłam. Hazza się odwrócił i pogrążył w rozmowie z Lou.  Ja zajęłam się swoim zatkanym nosem.
-Rose?- Podniosłam wzrok na nieśmiało spoglądającego na mnie Nialla.
-Tak?-mruknęłam i odrzuciłam grzywkę z czoła.
-Ja..przepraszam, nie powinienem cię dzisiaj wyciągać z domu, już wcześniej jakoś blado wyglądałaś, puźniej też się chwiałaś, a ja głupi jeszcze wystawiłem cię na takie zimno- powiedział jednym tchem dalej mi się przyglądając.
-Głuptasie!-palnęłam i lekko puknęłam go w ramie- przecież ja nie umieram, to tylko przeziębienie. Za dwa góra trzy dni będę zdrowa jak ryba. To nie twoja wina i się tym nie zamartwiaj.-uśmiechnęłam się najpiękniej jak umiałam.
-Na pewno? – mruknął niespokojny, tak jakby bał się że zaraz mu coś zrobię.
-Na pewno, a tak w ogóle to lepiej przesiądź się do innego rzędu, bo się jeszcze zarazisz.
-Nie ma mowy, skoro cię w to wpakowałem, to teraz będę w tym razem z tobą. – powiedział poruszając brwiami. Zaśmiałam się cicho i znów kichnęłam. Złapałam z chusteczki i zrobiłam to co wcześniej. Niall w tym czasie szukał czegoś w plecaku.
-Mam!-krzyknął uradowany i wyjął z plecaka małą poduszkę. Położył ją sobie na kolanach i zaproponował abym się zdrzemnęła. Chętnie przystałam na tą propozycję. Wygodnie ułożyłam głowę na jego kolanach i zamknęłam oczy.
-Dobranoc – usłyszałam jeszcze nad uchem ciche mruknięcie Nialla, uśmiechnęłam się pod nosem i bardziej wtuliłam w jego poduszkę. Mino tego że wydawałam się taka zmęczona nie mogłam zasnąć. Leżałam sobie skulona tarmosząc róg poduszki, Nialler w tym czasie bawił się moimi włosami, coś tak plątał i kręcił, szczerze? Miłe uczucie, bardzo miłe. Po jakimś czasie w końcu udało mi się zasnąć.
Niall:
Do lądowania zostało nam jakieś pół godziny, Rose cały czas leżała na moich kolanach, a ja bawiłem się jej włosami, nawet próbowałem zapleść wakroczyka, ale cóż fryzjerem raczej nie zostanę. Wychyliłem się do przodu by zobczyć jej twarz. Niesforne kosmyki poprzyklejały się jej do czoła, opuszkami palców delikatnie je odgarnęłem. Zmarszczyła nosek i zamlakała, uśmiechnąłem się na to. Wyglądała tak słodko, niewinnie, bezbronnie. Długie, ciemne rzęsy tworzyły wachlarz spływający po jej policzkach, a lekko zaróżowiony nosek dodawał jej uroku. Patrzyłem tak na nią i zastanawiałem się jak taka dziewczyna jak ona w ogóle ze mną rozmawia. Przecież Rosalie jest IDEAŁEM, a ja, ja jestem przeciętnym Irlandczykiem. Jedyne co mi się w sobie podoba to oczy i tylko z nich mam powód do dumy. W trakcie mojego rozmyślania Rose poruszyła się niespokojnie, opadłem na siedzenie i przyglądałem się jej włosom. Po chwili podniosła się i przeciąnęła.Rozejrzała się dookoła nieprzytomnym wzrokiem i wtuliła w moje ramie, ponownie zamykając oczy. Podniosłem rękę obejmując jej ramie, a drugą założyłem sobie słuchawki na uszy. Z mojego odtwarzacza poleciała nieznana mi melodia. Nie znałem tej piosenki, ale coś mi się w niej spodobało. Spoglądając w okienko samolotu wsłuchiwałem się w tekst tego utworu. Reszta lotu minęła w bardzo szybkim tępie. Nim się obejrzałem stewardessa już ogłaszała że podchodzimy do lądowania. Szybkim ruchem ręki zapiąłem Rosie i sobie też pasy bezpieczeństwa. Samolot wylądował,wszyscy powoli wychodzili z pokładu. Obudziłem Rosalie i również opuściliśmy latającą maszynę. Zdziwiłem się ilością paparazzi, małą ilością. Jako że byliśmy zmęczni, to też to im powiedzieliśmy i razem udaliśmy się do zamówionego samochodu. Dwadzieścia minut później przekroczyliśmy już próg domu, nareszczcie, kocham Mullingar, kocham Irlandię, tam się wychowałem, ale Londyn, Londyn stał się moim domem, do którego chce się wracać. Nie zważając na nikogo zostawiłem swoje walizki w salonie i w szaleńczym tępie ruszyłem do swojego pokoju. Migiem zrobiłem sobie prysznic i w bokserkach wskoczyłem pod ciepłą kołderkę. Złapałem jeszcze za telefon i napisałem do rodziny że wylądowaliśmy. Zmęczony opadłem na miękką poduszkę i nawet nie zdążyłem rozkminić tego co się dzisiaj działo, zdecydowania za szybko działo.
____________________________________________________
Wróciłam : ) . Szczerze? To nie mam żadnej, żadnej większej wymówki, bo przeciez nie zasłonię się testami w sql. xD. Wiecie, poczułam wakacje i to chyba nawet dobrze, bo od tygodnia mam okropną pogodę -.-  A tak to przynajmniej wykorzystałam te kilka ciepłych dni.
Przepraszam Was bardzo mocno ♥ . Ale po prostu wena mnie opuściła i jeszcze nie powróciła do końca, choć ten rozdział jak dla mnie jest w miarę, przynajmniej jakaś jego część ^^ . Nie chciałam też usiąść na 10 minut i nabazgrać wam byle co, bo nie zasługujecie na to < 3 . Okej, już się nie rozpisuję i zabieram za następny rozdział. Postaram się was nie zawieść : D
Dziękuję Wam też za komentarze pod poprzednim postem, ich liczba jest ... ZADZIWIAJĄCA !
KOCHAM WAS  ; 33

czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 4


Niall :

Delikatnie potarłem zaspane oczy dłonią. Podniosłem się do pozycji siedzącej i ogarnąłem wzrokiem
pokój. Ehh, będzie co sprzątać. – powiedziałem sam do siebie. Wyszedłem z pod ciepłej kołderki i 
od razu skoczyłem do łazienki. Kiedy już w miarę wyglądałem zabrałem się za składanie, a raczej
upychanie ciuchów do szafy. Oczywiście jestem nad wyraz inteligentny i zanim zdążyłem zamknąć 
drzwiczki zasypała mnie lawina ubrań. Ponownie wszystko wrzuciłem do szafy, ale tym razem udało 
mi się to. Pozbierałem wszystkie chusteczki z podłogi, zdjęcia i takie tak różne, po czym zmęczony 
opadłem na łóżko. Spojrzałem na zegarek, dopiero 9 z minutami. Chyba zejdę coś zjeść, bo mój 
apetyt powraca. Dzisiaj zamierzam zrekompensować się za wczorajsze zachowanie. Może jakieś 
zakupy,później obiad, a resztę popołudnia spędzimy w parku. Tak, to dobry pomysł, odpoczniemy
przed jutrzejszą podróżą. Jak pomyślę że już jutro wracamy to coś ściska mnie w żołądku. Tutaj
mamy spokój, obawiam się tego wszystkiego, tych reporterów którzy zrobią wszystko żeby tylko 
napisać jakąś sensację, którzy czekają na każde nasze potchnięcie. Nie mam pojęcia jak to wszystko
wytrzymam. Odpędziłem od siebie myśli o powrocie do Londynu i przykleiłem na twarz smajla.
Wyszedłem z pokoju i zrobiłem sobie kanapki, usadziłem tyłek w salonie rozglądając się za pilotem
od telewizora. Włączyłem, a tam co? „ Wczoraj odbył się pogrzeb cioci Nialla Horana z zespołu 
One Direction bla, bla, bla … chłopcy są w Mullingar z dwiema koleżankami, które już znamy
 blaa, blaa… Nie znamy daty powrotu zespołu. Super, już mi się wgl. Wszystkiego odechciało. 
Pewnie będzie trzeba poudawać że to nic takiego i wszystko jest dobrze, choć nie jest i jeszcze 
długo nie będzie. Wyłączyłem telewizor i postanowiłem że nie będę zamartwiał reszty tym wszystkim.
Jadłem swoje kanapki, kiedy do salonu wbiegł Harry.
-hay!- Hazz powiedział entuzjastycznie i usiadł na przeciwko mnie.
-Cześć- odpowiedziałem zamyślony.
-Haloo, ziemia do Nialla! Słuchasz mnie?
-Yyy, przepraszam zamyśliłem się- mruknąłem.
-Niall co jest? –zapytał z troską.
-Nie, nic – próbowałem nie okazywać jak bardzo jestem smutny.
-Nie oszukasz mnie, wiesz?
-Co byś powiedział na zakupy, kino i piknik w parku? Tak wiesz przed wylotem do Londynu trochę 
odpocząć. –próbowałem zmienić temat.
-Hmm, no okej ale wrócimy do tego. – poprzez ciepły uśmiech ukazał swoje dołeczki, zaśmiałem 
się cicho. To zawsze mnie rozśmieszało, wyglądał wtedy jak małe, słodkie dziecko.
-Z czego się śmiejesz?- zapytał- choć dobrze wiedział dlaczego.
-A… taki dowcip mi się przypomniał.- wybuchłem niekontrolowanym śmiechem. Normalnie się 
turlałem, oczywiście moje `Szczęście` się mnie trzyma i spadłem przez łóżko.
-Ałaaa!- pisnąłem.
-Masz za swoje. – Lokach przemknął kolo mnie i uciekł na górę. – Obudzę wszystkich!- ryknął.
Wstałem z podłogi i dokończyłem śniadanie, próbując nie zastanawiać się nad tymi przykrymi
sprawami. Przytłacza mnie jedynie fakt że muszę ukrywać swój ból, i przygnębienie. Niestety 
nic na to nie poradzę, nie chcę ich tym zamartwiać, pewnie jak zawsze po prostu trochę 
wyolbrzymiam to wszystko. Już i tak psuję im wakacje. Przez te kilka dni chodzili za mną, 
martwili się o mnie. No nic, trzeba będzie jakoś żyć.Włączyłem laptopa i zalogowałem się na TT. 
Miałem miliony wiadomości, zacząłem je odbierać i odpowiadać. 

Megan:

Spałam sobie w najlepsze kiedy do mojego pokoju wleciał Harry.
-Meg, Meg – zaczął mną potrząsać. –wstawaj.
-Co? Czego? – mruknęłam.
-Niall jest na dole i wymyślił że pójdziemy do kina i na zakupy czy coś, chodź!
-Oh, już dobrze dajcie mi chwilę- powiedziałam i ruszyłam do łazienki.
Zimny prysznic, tego mi było trzeba. Dokładnie wytarłam swoje ciało, wykonałam poranną toaletę i 
ubrałam się w to.Zeszłam na dół gdzie czekali na mnie wszyscy. Harold miał rację, był tam 
Niall i to w dobrym humorze. Usiadłam na kanapie i spojrzałam po wszystkich. Horanek w tym samym
czasie spojrzał na mnie, ale kiedy zobaczył że mu się przyglądam odwrócił wzrok. Niby nic, lecz 
wystarczało mi to żeby wiedzieć że coś go gnębi, a ten uśmiech to `doklejona` maska. 
Wyszło na to że za godzinę wychodzimy z domu . Bardzo odpowiadało mi to, trochę się rozluźnimy i 
spędzimy czas w miłej atmosferze. Zjadłam śniadanie i usiadłam sobie przy oknie ze szkicownikiem. 
-Meg!
-Hmm?- burknęłam nie odwracając wzroku od mojego szkicu.
-Wychodzimy.
-Mhm, okej.
Szliśmy sobie przez park, żartowaliśmy, wygłupialiśmy się. Louis jak zawsze rzucał żartami, 
co za pocieszne `dziecko`, niby najstarszy a zachowuje się jak najmłodszy. Zaśmiałam się jak 
Boo Bear zderzył się ze słupem.
-Louisiu, musisz uważać na siebie- przesadnie słodko mówił Harry- nie chcemy żeby coś ci się 
stało wiesz? Co się boli?- słodził. 
Wszyscy włącznie z Lou wybuchli śmiechem. Louis podniósł się z ziemi i ruszyliśmy dalej. Cały 
czas przyglądałam się Horankowi, z jednej strony śmiał się, wygłupiał z nami, ale z drugiej 
nie było mu już tak do śmiechu coś go trapi i to wyraźnie widać. Jak widać Niall nie ma ochoty
o tym rozmawiać.
Więc po długimi męczącym spacerze, o ile tak można to było nazwać dotarliśmy do kina.
Oczywiście nie mogliśmy się zdecydować na żaden film, postanowiliśmy że zrobimy wyliczankę
kto wybiera repertuar. Wypadło na Nialla, wszyscy skierowaliśmy wzrok ku niemu. 
Nialler przybrał mało widoczny grymas, podrapał się po czole marszcząc brwi. Staliśmy tak czekając 
na jego wybór.
-Eh, Niall bo kino zamkną - rzucił od niechcenia Harry.
-Taa, już - odpowiedział zamyślony po czym skierował się w stronę kasy.
Wybrał jakąś komedię, myślę że to nam dobrze zrobi. Kupiliśmy bilety i ruszyliśmy na salę numer 3.
Zayn i Liam poszli po jedzenie, bo oczywiście Horanek umarł by z głodu. Film był mega, uśmialiśmy 
się do łez, Cornlia aż spadła z siedzenia. Pomagałam jej wstać, ale tylko pogorszyłam, 
obie się przewróciłyśmy do rzędu dalej wywołując nie mało śmiechów na sali. Również rozbawione
wstałyśmy i chichocząc zajęłyśmy swoje miejsca. Nasz seans powoli dobiegał końca,Cor i ja 
zaczęłyśmy się nudzić. Naszym celem stal się mój słodziutki Hazza. Wzięłyśmy  mój popcorn, 
gdyż Cornelia straciła swój na Zayna który ją dźgał, i rzucałyśmy w Harrego. Jego cierpliwość w
końcu się skończyła. Poszeptał coś chwilę do Zayna i już po chwili byłyśmy przewieszone przez 
ich barki.
-Zayn! Puść mnie bo będę krzyczeć - mówiła przez śmiech Cor.
-Ej, ej mi tu całkiem wygodnie - zaśmiałam się.
-Hhhaha, w sumie to nawet nieźle! - krzyknęła Cornelia.
Czego mogłyśmy się do tych wariatach spodziewać. Wybiegli z kina z nami na plecach, 
wszyscy się na nas gapili jak na jakiś nienormalnych. Weszli do 'zabawkolandii" mieszczącej 
się przed kinem i wrzucili nas do basenu z kulkami, rozpoczęła się wojna na plastikowe piłeczki. 
Harry schował się za zjeżdżalnie i zadzwonił do reszty.
-Haloo ! SOS, potrzebujemy pomocy - darł się do telefonu - taak... okej ... czekamy ... paa.
-Posiłki wezwane sir - zakomunikował Zaynowi i zasalutował, tego nie wytrzymałam wybuchłam
nie pochamowanym śmiechem i zatoczylam się po podłodze.
-SOS.. SOS mamy poważny problem nasza mała Megan dostała napadu ADHD, kryć się !
-Ooo nie ! Ja ci dam MAŁA Styles ! - wskoczyłam na Loczka i razem wpadliśmy do baseniku. 
Zmęczeni opadliśmy na miękkie poduchy, dotarła reszta. Pobawiliśmy się jeszcze trochę i 
stwierdziliśmy że nigdzie się już nie wybieramy, bo Louiego bolała noga od tych wygłupów. 
Zadowoleni wróciliśmy do domu Nialla. Państwo Horan wychodzili do znajomych mieli wracać 
dopiero za dwa dni, pożegnaliśmy się i obiecaliśmy że wpadniemy nie długo, mieliśmy wolny
dom i urządziliśmy sobie taką małą imprezkę. Zayn i Cor pojechali do jedzenie, picie i jakieś
alkohole, a my szykowaliśmy dom. Kiedy skończyliśmy poszłam do pokoju przebrać się,
postawiłam na wygodę , w końcu to nie żaden bankiet czy coś, tylko luźna imprezka z przyjaciółmi.

Niall -

Oglądaliśmy właśnie jakiś denny film, tak na prawdę to sam nie wiem czego chcę, z jednej strony
mam ochotę zaszaleć, pobawić się i zapomnieć, ale jednak coś nie pozwala mina to. 
Wyszedłem z salonu i wyciągnąłem z lodówki zimne piwo, muszę zapomnieć,chociaż dzisiaj.
Nie długo później wrócili z zakupów, dogadaliśmy się że zaprosimy moich kilku najbliższych 
znajomych. Zadzwoniłem po Seana, Viki i  Josha ale on był na jakimś biwaku czy coś, więc
nie mógł wpaść. Przyszli moi przyjaciele, jak ja dawno ich nie widziałem, reszta już się z nimi 
znała więc od razu polał się alkohol. Kiedy wszystkim już dobrze szumiało w głowie robiło się
na prawdę wesoło. Dosiadłem się do Seana i trochę z nim pogadałem, kątem oka widziałem 
że Zayn kręci się koło Viktorii, chciałem do nich iść, ale kiedy próbowałem wstać momentalnie
rzucało mnie na podłogę, odpuściłem  i zostałem z Seanem, chwilę potem dosiadł się do nas Louis, 
dosiadł się do źle powiedziane, on po prostu usiadł na mnie. Sean dziwnie się spojrzał i zachichotał.

Cornelia -

Dzisiaj nic nie piłam, źle się czułam. Siedziałm sobie na sofie i rozmawiałam, a raczej 
próbowałam rozmawiać z Viki, bardzo ją polubiłam. Co prawda dzisiaj nie dawało rady się z nią 
dogadać, ale lepsze to niż siedzieć samemu i się patrzeć na nich.
-Ooo! Kogo ja tu widzeee, - wymruczał chwiejący się Zayn. Przymrużył delikatnie swoje piękne
brązowe oczy
- Vii..Viiki idziemy tańczyć - dodał śmiejąc się. Vika powoli, z trudem wstała i ujęta dłonią Malika
podążała za nim na 'parkiet'. Patrzyłam na ich wyczyny z fotela, świetnie się bawili.
Chciałabym być teraz na jej miejscu. Skończyli tańczyć i zniknęli gdzieś. Rzuciłam przelotne
spojrzenie na resztę.
Niall siedział na krześle zalany w trzy dupy, chyba zasypiał, Sean podążył w jego ślady. 
Louis wywijał na parkiecie z Megan a Harry i Liam zajadali się zawzięcie o czymś dyskutując. 
Podeszłam o Nialla i Seana. Przebudziłam Horanka i powoli doprowadziłam do jego pokoju,
położyłam na łóżko i po cichu wyszłam z pokoju. Doszłam do wniosku że nie ma co doprowadzać 
Seana do porządku i wysyłać do domu, postąpiłam z nim podobnie jak z Niallem i położyłam w
gościnnym. Jak wracałam do salonu zobaczyłam coś czego nie miałam ochoty widzieć.
Zayn całujący się z Viki, poczułam ukłucie w sercu, łzy napłynęły mi do oczu, chlipnęłam głośno, 
ale Malik jest tak napity że nawet mnie nie zauważył. Uciekłam, pobiegłam na górę i zamknęłam 
się w pokoju moim i Megan. Nie mogę w to uwierzyć, niby nie jesteśmy razem ale myślałam ... 
zresztą co ja sobie myślałam? Ze ma być mi wierny choć nie jesteśmy parą? Jestem taka głupia, 
naiwna. Po dwóch, a może trzech spędzonych na płaczu godzinach wyszłam na taras. Podeszłam 
do barierki i spoglądałam na otaczający nas krajobraz. Na dole w ogrodzie spostrzegłam postać. 
Tam ktoś leżał! Szybko rozpoznałam w tym 'ktosiu' Zayna. Chociaż jestem na niego zła, coś zmusiło 
mnie żeby po niego iść. Przemyłam twarz wodą i ogarnęłam się trochę. Zeszłam na dól, tam 
dalej panowała zabawa, z tym wyjątkiem że Viki zasnęła wtulona w Megan, nie miałam jej nic za złe, 
bo po pierwsze była pijana, a po drugie skąd mogla wiedzieć że podoba mi się Zayn, choć może
ja mu wcale nie. Natomiast chłopcy śpiewali sobie ułożeni na podłodze. Minęłam ich i wyszłam 
przed dom, podeszłam do Zayna i próbowałam go podnieść.
-Zayn, wstawaj, choć do domu.-przekręcił się na drugi bok i leniwie przetarł oczy.
-Cornelia?-szepnął.
-Mhm idziemy do domu, wstawaj. - burknęłam i ponagliłam próbę podniesienia go.
-Nie chcę nigdzie iść! chcęę...tylko patrzeć na..na cieebie. Wiesz? Pięknaaa jesteś...- musnął 
mój policzek dłonią i choć bardzo miałam ochotę przytulić go, pocałować strzepnęłam jego rękę i 
sucho mruknęłam.
-Zayn, wstawaj, czas już spać, jutro wylatujemy, musisz odpocząć.
-Hmmm, pójdę...tak pójdę, ale - zaczął wymachiwać palcem- jest jeden warunekk.
-Więc.-mruknęłam zrezygnowana.
-Tyy,tyy śpisz ze mną...dobrzee?-zachichotał.
-Tak, tak oczywiście. - uśmiechnęłam się krzywo.
Tak jak mówił, wstał, trochę niezdarnie ale wstał. Objął mnie ramieniem i uśmiechnął się pięknie.
Tak bardzo miałam ochotę teraz go przytulić i nigdy nie wypuścić. Mimo że był kompletnie 
pijany czułam cię bezpiecznie, tak cholernie bezpiecznie w jego silnych ramionach. Wystarczał mi 
sam zapach jego perfum pomieszany z nim samym, czułam że to właśnie z nim chcę spędzić życie, 
jednak chyba nie jest mi to pisane, przynajmniej nie teraz. Powoli z moją pomocą doszedł do domu, 
weszliśmy po schodach i skierowaliśmy się do jego pokoju. Położyłam go na łóżko i kucnęłam 
przed nim spoglądając na jego twarz. Wyglądał tak słodko, tak niewinnie cała złość na Zayna powoli
ze mnie upływała. Nie mogłam się na niego długo złościć. Zresztą nie jesteśmy razem więc nie
mogę mu zabraniać całowania się czy czegokolwiek innego. Pogładziłam dłonią jego policzek,
podniosłam się i chciałam już wychodzić, wtedy chwycił mocniej moją dłoń i wyszeptał.
-Oobiecałaś.. żee będziesz .. ze mną, pamiętasz?
-Zayn, ja nie wiem.. to chyba nie..
-Nie, nie,nie. Chodź tu do mnie mała.-Chyba na prawdę nie wiedział co robi, może jeszcze coś 
z tego będzie. Chłopak posunął mi się, a ja posłusznie ułożyłam się obok niego. Zayn obrócił się w 
moją stronę i objął ramieniem sprawiając że moja twarz znajdowała się na jego klatce piersiowej.
Lekko go objęłam i wtuliłam się w zagłębienie na jego szyi. Jeszcze nigdy nie byliśmy ze sobą tak
blisko, poczułam przyjemne motylki w brzuchu, delikatnie się uśmiechnęłam i odpłynęłam w blogi sen.
___________________________________________________________________________

Gashh... BEZNADZIEJNY JEST -.- . PRZEPRASZAM WAS BARDZO, BARDZO ale mam teraz 
teraz w szkole masakrę ;/ . Na szczęście rok szkolny się kończy, a wraz z jego końcem 
rozpoczynają się jak wiecie WAKACJE. Będę miała więcej czasu i od razu  nadrobię zaległości < 3
Przepraszam też za wszelkie błędy itp. 
Ps. Rozdział krótki bo to tak jakby złączka do następnego ^ ^ . Mam nadzieję że mi to wybaczycie ♥ . 
Buźka miśki < 33




czwartek, 31 maja 2012

Imagine - Harry

Spotykasz się z Harrym od czterech miesięcy. Dzisiaj są wasze pierwsze wspólne walentynki, no może nie wspólne bo chłopcy są w trasie i wracają dopiero za tydzień. Nie masz mu tego za złe bo wiesz że nie może zawieść zespołu, ale jest ci przykro że nawet nie zadzwonił. Zbliża się 22:00 jesteś coraz bardziej przygnębiona. Siadasz w salonie i oglądasz filmy romantyczne zajadając się popcornem. Dzwoni twój telefon to Harry. Dalej jesteś zła, ale odbierasz.
- Wyjrzyj przez okno.
- Harry ale po co ? - Dalej jesteś przekonana że zapomniał.
Otwierasz okno i na niebie widzisz napis - KOCHAM CIĘ KOTEK - Jesteś szczęśliwa bo wcale nie zapomniał.
- Podoba ci się kochanie ?
- Podoba i to  bardzo, też cię kocham wariacie. Już myślałam że zapomniałeś, nie odbierałeś telefonu.
- Jakbym mógł zapomnieć. Telefonu nie odbierałem żeby się nie wygadać przez przypadek. Muszę kończyć
wchodzimy na scenę. Paa mała .
- Pa skarbie.
Odkładasz telefon i z zacieszem na twarzy zmierzasz w stronę sypialni zadając sobie pytanie: Jak mogłam pomyśleć że zapomniał ?


______________________________________________________________




Taki sobie -.- . Przykro mi bardzo ale wena totalnie mnie opuściła, właśnie siedzę i męczę rozdział ale co chwila wszytko zmieniam, bo nic mi nie wychodzi. Nie wiem kiedy dodam. I'm Soo Sorry < 3
Mam do was jednak prośbę :  DODAŁAM NOWĄ ANKIETĘ CO DO IMIENIA GŁÓWNEJ BOHATERKI, KTÓRE MI SIĘ NIE ZBYT PODOBA, WIĘC DAJĘ WAM PROPOZYCJE O ZMIANIE GO. OCZYWIŚCIE JEŚLI TO WAM SIĘ PODOBA TO TAKIE ZOSTANIE. ♥♥
A TERAZ G Ł O S U J E M Y !!

Buziaki miśki : *

A tu takie tam :

- http://besty.pl/1175843
- http://besty.pl/1096901









 





























niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 3


Niall: 

Chwiejnym krokiem wspiąłem się po schodach do swojego pokoju. Nie mogę w to uwierzyć. Uszczypnijcie mnie żebym w końcu obudził się z tego koszmaru. Schowałem twarz w dłoniach, głęboko wypuszczając powietrze. Samotna łza pociekła po moim policzku. Starłem ją rękawem bluzy i zacząłem się pakować zastanawiając się dlaczego akurat ona i dlaczego teraz? Czuję się jakbym stracił część siebie, część mojego życia którą zawsze była. Żałuję że nigdy już jej nie zobaczę, nie przytulę, nie powiem jak bardzo ją kocham i jaka jest dla mnie ważna.
Natłok tych myśli bombardował  moją głowę. Wrzuciłem pierwsze napotkane przez moją rękę ciuchy do walizki i zapiąłem ją. Miałem jeszcze chwilę, zalogowałem się na tt. ‘Czyli wszyscy już wiedzą’ pomyślałem. Na moim profilu było pełno wiadomości. Przeczytałem kilka z nich, zrobiło mi się ciepło na sercu. Podziękowałem wszystkim i się wylogowałem. Ktoś zapukał do drzwi.
-Otwarte.-krzyknąłem a Zayn wsadził głowę do mojego pokoju.
-Wychodzimy już.-powiedział ciepło.
-Mhm, już idę.- zabrałem walizkę i z Zaynem zeszliśmy na dół.
Ciepło zniknęło z mojego ciała, w drodze na lotnisko znów myślałem o cioci. To będzie trudniejsze niż mi się wydaje.

   Rose:

Chłopcy zeszli do nas i bez słowa wyszliśmy z domu. Kierowca chłopaków już na nas czekał. Droga mijała w niezręcznej ciszy, wielokrotnie próbowaliśmy nawiązać z Niallem rozmowę, ale zbywał nas tylko nijaka odpowiedzią i dalej wbijał wzrok w szybę. Przed lotniskiem zauważyłam pojedyncze łzy spływające po jego twarzy. Starł je szybko ręką i wyszedł z samochodu. Załatwiliśmy wszystkie formalności i mieliśmy godzinę do odlotu.
-Chodźmy coś zjeść!- wołał Lou.
-Taa, ja też zgłodniałem.- dodał Zayn masując się po brzuchu.
Podnieśliśmy się z ławki, jedynie Niall siedział dalej skulony.
-Niall idziesz?
-Nie mam ochoty, ale wy idźcie.- cicho odpowiedział.
-To ja zostanę z tobą- zaproponował Harry- a wy zamówicie.

W restauracji. 

Lou zamówił coś do jedzenia, a my przysiedliśmy się do stolika.
- Martwię się o niego- powiedział smutno Liam.
-Tak ja też- dodał Zayn.
-Zamówienie stolik 3 !- powiedziała pani przez mikrofon.
Daliśmy pieniądze i poszliśmy w kierunki ławki na której siedzieli chłopcy.
-Chodźmy już- mruknął zrezygnowany Niall.
-Tak, już idziemy- Louis objął go ramieniem, a ten się w niego wtulił.

   Louis:

 Nie dam rady. Kocham Nialla jak brata. Nie mogę patrzeć jak cierpi. Znam go i wiem że łatwo mu nie będzie. Jest bardzo wrażliwy, mam tylko nadzieję że wszystko się ułoży. Wait ! Tomlinsona o czym ty w ogóle myślisz? Na pewno się ułoży! Musi…
-Pasażerowie lotu numer 2 do Mullingar proszeni o wejście do samolotu. Za 10 minut startujemy. Dziękuję- dobiegł nas miły głos stewardessy.
Zabraliśmy bagaże i udaliśmy się do samolotu.

   W samolocie.

-Pasażerowie mogą już rozpiąć pasy bezpieczeństwa, za 4 godziny lądujemy w Mullingar.
Droga mijała powoli, chłopcy zmęczeni tym dniem zasnęli, jedynie Zayn zaciekle rozmawiał z Cornelią.
Niall patrzał w okno i co jakiś czas wycierał łzy z twarzy.
-Weź chusteczkę.- podałam mu je.
-Dziękuję-ledwo powiedział i wytarł twarz, która za chwilę i tak zalała się łzami.
-Niall nie płacz, to niczego nie zmieni- położyłam mu rękę na ramieniu.
-Chciał był- zamruczał i swoimi zapłakanymi oczyma spojrzał w moje pełne troski, lekko zaszklone od widoku jego cierpienia gałki. Czułam że nie wytrzymam, po mojej twarzy spłynęła samotna łza, za nią kolejna i jeszcze jedna. Niall zbliżył się do mnie i przytulił. Płakaliśmy sobie razem. Może tego było mi trzeba, dać upust gromadzącym się z godziny na godzinę, z minuty na minutę emocją. Trochę się uspokoiłam, dalej nie rozluźniając uścisku na szyi blondyna. Zrobiło mi się lepiej. Czułam się bezpiecznie. To jego bliskość, jego oddech na moim karku, zapach… mnie uspokajały. Można powiedzieć że działał na mnie bardzo pozytywnie.. Tkwiący w moim uścisku Niall zasnął. Oparł głowę na moim ramieniu i oplótł mnie rękoma. Zmęczona również zasnęłam.
-Drodzy pasażerowie prosimy o zapięcie pasów przystępujemy do lądowania- obudził mnie głos stewardessy. Posłusznie zapięłam pas i obudziłam Horana.
-Niall.. lądujemy, zapnij pas- szturchnęłam go. Powoli podniósł zaspane powieki i zapiął pas.
Lądowanie odbyło się bezproblemowo, wzięliśmy swoje bagaże i zamówiliśmy taxi. Z lotniska do domu Horanów nie było daleko, po jakiś 20 minutach naszym oczom ukazał się dobrze znany budynek. Uśmiechnęłam się na wspomnienie naszych poprzednich wakacji spędzonych w Irlandii. Radość szybko ze mnie upłynęła, czułam że napięcie wzrasta, wszyscy siedzieli w ciszy, spoglądając na siebie smutno.
Taksówkarz zaparkował na podjeździe. Zapłaciliśmy i zabraliśmy swoje rzeczy. Wolnym krokiem zbliżaliśmy się do drzwi. Niall zapukał. Z wnętrza domu wyłoniła się nie wysoka blondynka, mama Nialla Maura. Nic nie powiedziała, ze łzami w oczach przytuliła swojego syna. Tak jak my wiedziała jaka Suzan była dla niego ważna. Weszliśmy do środka, przywitaliśmy się i każdy poszedł do swojego tymczasowego pokoju. Państwo Horan mieli duży dom więc nie było problemu z noclegiem i wszyscy spaliśmy u nich.

    *** 

Promienie słoneczne oświetliły moją zmęczoną i niezadowoloną twarz. Powoli zwlekłam ciało z łóżka i poszłam się ubrać. Po 10 minutach wyglądałam już całkiem przyzwoicie więc zeszłam na dół. W kuchni zastałam panią Maurę. Siedziała na krześle i cichutku pochlipywała. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Wszystko z czasem się ułoży.
-Martwię się o Nialla.
-On musi to wszystko na spokojnie przemyśleć.
-Tak myślisz?- spojrzała na mnie swoimi oczami, już wiem po kim Niall ma takie zniewalające tęczówki.
-Ja to wiem. I proszę się tym już nie zamartwiać- posłałam jej ciepły uśmiech.
-Dziękuję.- również się uśmiechnęła.
Mama Nialla skierowała się ze śniadaniem do salonu, a ja wyciągnęłam sok z lodówki i usiadłam przy stole.
-Greg! Obudź chłopców na śniadanie.- Maura skierowała się do starszego syna.
-Z przyjemnością- odparł wesoło i przyszedł do kuchni.
-Hmm, wyczuwam podły plan- zaśmiałam się.
-I to jeszcze jak. Wchodzisz w to?- cwaniacko się uśmiechnął.
-Też pytanie, pewnie że tak.
Z szafki wyjęliśmy dwa wiaderka 2 litrowe i nalaliśmy do nich zimnej wody. Pierwszy był Liam. Po cichutku weszliśmy do jego pokoju i doznaliśmy zaskoczenia, ubrany wychodził z łazienki.
-Nie dzisiaj, hahaha- uśmiechnął się.
-Ehh… mam nadzieję że reszta jeszcze śpi.
-Śniadanie czeka- dodałam i wyszliśmy z jego pokoju.
Następny był Loui. Weszliśmy i na szczęśnie jeszcze spał.
-Na trzy.- szepnęłam.
-Jeden, dwa, trzyyy !- krzyknął Greg. Wylaliśmy wodę a Louis jak poparzony wyleciał z łóżka.
-Aaaa, zimno !- miotał się po pokoju i krzyczał.
-Hahahhaha, nie mogę !!- prawie turlałam się ze śmiechu, a Greg razem ze mną.
Od tego hałasu w pokoju marchewkowego pojawił się Harry z kijem golfowym. Strzeliliśmy grupowe wtf. Skąd on to ma? Nieważne… zobaczył Louisa i razem z nami wybuchł śmiechem.
-Mam nadzieję że się nie zdziwicie jak jutro obudzicie się czy ja wiem… bez włosów!?- powiedział spokojnie Tomo.
-Mhm, darmowy fryzjer?- nabijał się Lokers.
Wtedy Lou się na niego rzucił i Harry też był mokry.
-Głupki!! Śniadanie czeka!- krzyknęłam i oboje podnieśli się z podłogi.
-Kto drugi na dole kupuje marchewki!- krzykną Tomlinsona i rzucił się do biegu.
-Dzieci, dzieci, dzieci…- zaśmiałam się.
Wyszliśmy na korytarz. Greg ruszył do pokoju Nialla.
-Niee! Zostaw go, jest zmęczony.- próbowałam go zatrzymać.
-Na pewno jest głodny.- upierał się.
-Nie będę jadł i z pokoju też nie wyjdę!- najwyraźniej Niall wszystko słyszał.
-Może jednak?- zapytał Greg.
-Greg wiem że może nie jesteś najlepszy z angielskiego, ale literować Ci chyba nie muszę?- odpowiedział ze spokojem.
-Jak uważasz, ale przyjdź później.
-Dobrze przyjdę.- mruknął.
Poszliśmy na śniadanie. Lou za wszelką cenę próbował wszystkim polepszyć humory. Sięgnęłam kanapkę z nutellą i usiadłam Hazzie na kolanach. Po posiłku chłopcy posprzątali ze stołu. Słońce dalej świeciło, zapowiadał się fajny dzień. Zmierzałam właśnie w stronę swojego pokoju.
-Rosie.- zawołał mnie Greg.
-Co się stało?
-Może ty… mogłabyś…
-Mogłabym…?
-Porozmawiaj z Niallem.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.
-Proszę…- zrobił smutną minę.
-No nie wiem.- droczyłam się z nim.
-Bardzo ładnie proszę.
-Ah ci Horanowie, i jak się tu takiemu oprzeć.- uśmiechnęłam się.
-Hahaha, nie słodź już tak tylko idź. Lewa, prawa i tak w kółko wiesz?- poruszył zabawnie brwiami.
Greg odszedł a ja zastygłam w bezruchu zastanawiając się co mam mu powiedzieć a jak nie będzie chciał mnie widzieć? W sumie to bym się nie zdziwiła, na pewno chce być teraz sam, a wszyscy mu przeszkadzają. No, ale zgodziłam się, więc stawiając małe kroki lewa, prawa jak mnie przed chwilą nauczył Greg poszłam do pokoju blondyna. Stałam przed jego drzwiami i nie mam pojęcia co zrobić. Jakaś część mnie ma ochotę uciec, ale inna chce tam wejść i z nim porozmawiać. Przeważyła ta druga, zapukałam do drzwi. Nic nie powiedział.
-Niall? Mogę z tobą porozmawiać.- zapytałam niepewnie.
-Po co?- odpowiedział ledwo słyszalnie.
-Chcemy Ci pomóc, wszyscy się o ciebie martwią.
-Niepotrzebnie, jak słychać żyję. A jeżeli chcesz mnie zapewnić że będzie dobrze to to już wiem, ale wcale nie wierzę.
-Niall…proszę.- otworzył mi i wpuścił do środka.
Siedzieliśmy w ciszy. Nie bardzo wiedziałam jak zacząć. W głowie analizowałam dziesiątki wersji. Zdobyłam się na odwagę i zaczęłam cicho.
-Niall, wiem że jest Ci ciężko, nam zresztą też nie jest do śmiechu, ale nie możesz siedzieć całe dnie w łóżku i opłakiwać swój los.- wraz z każdym wypowiedzianym słowem stawałam się coraz pewniejsza tego co mówię –To i tak niczego nie zmieni- Niall uważnie mnie słuchał a jago oczy lekko się zaszkliły.- To że niema Suzan tutaj z tobą fizycznie, nie oznacza że zniknie z twojego życia. Zawsze będzie z tobą w twoim sercu.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Wy nie wiecie jak to jest stracić kogoś tak bliskiego!- wykrzyczał i zalał się łzami.
Nie chciałam okazywać po raz kolejny swoich słabości, ale nie dałam rady. Z każdym jego słowem czułam że moje serce ponownie pęka. Wróciło wspomnienie którego nigdy nie chciałam przywoływać. Wstałam z łóżka i wykrzyczałam.
-Mówisz że nie wiem jak to jest!? Jednego dnia straciłam obojga rodziców. Myślisz że mi było łatwo? Myślisz że skakałam ze szczęścia?- moją twarz zalał potok łez. Zrezygnowana wybiegłam na balkon Nialla. Oparłam się o barierkę głęboko oddychając.
-Rose przepraszam, nie powinienem tego mówić.- Blondyn stanął za mną i objął mnie.
Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w niego mocniej. Twarz schowałam w zagłębieniu jego szyi i wyrównywałam oddech od tego płaczu. Staliśmy tak aż Niall się odezwał.
-Chodźmy do środka, wieje wiatr przeziębisz się.- powiedział z troską.
Weszliśmy do jego pokoju.
-Zejdziesz do nas?- zapytałam.
-Jeżeli poprawi Ci to humor, to tak.- uśmiechnął się.
-I takiego Nialla kochamy.- odwzajemniłam uśmiech i poczochrałam mu włosy.
Zeszliśmy do salonu, gdzie chłopaki oglądali mecz, przysiedliśmy się do nich i przez chwilę nareszcie było tak jak dawniej. Po tych całych sportowych emocjach zmęczeni rozeszliśmy się do pokoi. Jutro ważny dzień… 

   ***
-Roseee! Wstawaj!- Cornelia krzyczała mi do ucha.
-Czego mnie obudziłaś?- zapytałam z grymasem.
-Boo…już dziewiąta i musimy się szykować.
-Ah, no tak już wstaję.
Wybrałam jakąś czarną sukienkę do niej cienki sweterek i byty na niskim koturnie. Włosy Lekko pokręciłam, a usta musnęłam błyszczykiem bezbarwnym. Zeszłam do salonu, gdzie byli już wszyscy.
-Wychodzimy- smutnym głosem oznajmił Greg.
Po 15 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Nie było dużo ludzi, ani też żadnych mediów, sami najbliżsi. Ksiądz odprawił mszę i Niall rozpoczął swoje przemówienie. Widziałam jak każde słowo sprawiało mu ból, chwilami załamywał głos, ale mimo wszystko dał radę.
-…Kocham Cię ciociu, zawsze będziesz częścią mojego życia.- na tych słowach zakończył mowę. Po mojej twarzy spłynęło kilka łez, szybko je wytarłam i podeszłam do Nialla.
-Byłeś dzielny.
-Dziękuję Rose.- odpowiedział szeptem.
Ja i Cor z chłopakami wracaliśmy pieszo. Chłopaki próbowali pocieszać smutnego Nialla, ale coś im nie wychodziło.
-Skończcie już z tym! Wcale nie jest i nie będzie dobrze!- blondyn wybuchł i zaniósł się płaczem.
-Niall…-próbował Louis.
-Nie!- krzyknął i uciekł do parku. Zayn pobiegł za nim, ale Nialler szybko go zgubił.
Staliśmy osłupieni na chodniku, co mamy teraz zrobić?
-Może powinniśmy go szukać?- zapytał przejęty Harry.
-Mhm, chyba masz rację, zadzwonię do Grega.- powiedziałam cicho.
Po dziesięciu minutach zauważyłam zdyszanego Grega. Podzieliliśmy się na grupy i rozpoczęliśmy poszukiwania.
-Wiesz gdzie on może być, jakieś ulubione miejsca?- zapytał Liam Grega.
-Właściwie, to tak jest kilka takich.-odpowiedział entuzjastycznie.

Niall:

Zmęczony biegiem usiadłem pod moim ulubionym drzewem w parku, tutaj w dzieciństwie spędzałem dużo czasu. To tutaj z chłopakami złożyliśmy przysięgę wiecznej przyjaźni, a wyglądało to tak: H+L+L+Z+N=Friends Forever wyryte na korze drzewnej. Jaki ja jestem głupi, nawrzeszczałem na nich jakby to miało mi coś dać, wiem nie powinienem, ale nie dam rady. Słuchanie że będzie dobrze, że wszystko się ułoży mnie wykańcza. Nie wytrzymam tego psychicznie, tak bardzo chciałbym wrócić czas i zobaczyć ją po raz ostatni. Poczułem zbliżające się łzy, zacząłem nucić moją ulubioną piosenkę, zawsze mi pomagała w trudnych momentach. Zmierzchwiłem włosy i podniosłem się z ziemi. Otrzepałem spodnie, po czym włożyłem ręce do kieszeni bluzy w międzyczasie wychodząc na dróżkę w parku. Pomyślałem że pewnie wszystkim napędziłem stracha więc przyśpieszyłem kroku zmierzając w stronę swojego domu rodzinnego. Wyciągnąłem telefon z kieszeni, miałem 15 nieodebranych połączeń i 13 sms’ów typu ‘zadzwoń’. Wysłałem wszystkim wiadomość że nic mi nie jest i że niedługo wrócę do domu. Po drodze zaszłem do sklepu i kupiłem sobie kilka batoników, tak jedzenie było drugą z kolei rzeczą poprawiającą mi humor. Zjadłem wszystkie jeden po drugim, aż znalazłem się pod domem. Otworzyłem drzwi, wszyscy skierowali wzrok na mnie.
Wyprzedzając ich pytania odpowiedziałem.
-Byłem w parku, chciałem sobie wszystko przemyśleć, jestem zmęczony idę spać. Dobranoc- uśmiechnąłem się krzywo i ruszyłem do kuchni po jedzenie.
-Hmm, z moich przemyśleń wynika że Horan wraca do żywych- powiedział z rozbawieniem Lou, widząc jak jem już 3 naleśnika.
-Mhm…ta…trochę…- odpowiedziałem przeżuwając resztki pokarmu.
-Cieszy nas to bracie.- krzyknął do mnie Greg.
-Mnie też, do jutra- odparłem z uśmiechem.
Weszłam do pokoju i rzuciłem się na łóżko, hmm… chyba naprawdę będzie już dobrze.
-Dobranoc ciociu- szepnąłem wtulając twarz w poduszkę. Teraz chcę tylko wrócić do normalnego życia, spróbuję. 

Rose:

Niall poszedł do siebie, a my nie mogliśmy przestać zacieszać buziek. Jest cudownie, nareszcie odzyskaliśmy naszego głodomora, może jeszcze nie całkiem, ale z czasem będzie tylko lepiej. Za dwa dni wylatujemy do Londynu, a za miesiąc rozpoczyna się nowy rok szkolny, ostatni w tej strasznej szkole. Jak pomyślę że już za 30 dni znów zobaczymy się z Alis to mój dobry humor od razu mnie opuszcza. Motywacją jest jedynie to że po pierwsze nie będę tam sama tylko z najlepszymi przyjaciółmi, a po drugie to już ostatni rok. Mam nadzieję że później nie będę musiała na nią nigdy więcej patrzeć.

________________________________________________

Wróciłam !! Rozdział dłuższy niż poprzedni : ) Przepraszam że tak długo mnie nie było ale we wcześniejszych notkach pisałam dlaczego.  Dzisiaj się postarałam i przepisałam cały rozdział. Przepraszam za wszystkie błędy i dziękuję za wejścia, komentarze i reakcje. < 333 
Buziaki miśki ♥






+ Dodaję Grega:




 Greg Horan - Starszy brat Nialla, zaprzyjaźnił się z chłopcami, Meg i Cor.
 Bardzo troskliwy, ale lubi sobie też pożartować. Nie ma dziewczyny i nie szuka. Szczęśliwy kawaler, mieszka kilka przecznic od swojego rodzinnego domu.