czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 4


Niall :

Delikatnie potarłem zaspane oczy dłonią. Podniosłem się do pozycji siedzącej i ogarnąłem wzrokiem
pokój. Ehh, będzie co sprzątać. – powiedziałem sam do siebie. Wyszedłem z pod ciepłej kołderki i 
od razu skoczyłem do łazienki. Kiedy już w miarę wyglądałem zabrałem się za składanie, a raczej
upychanie ciuchów do szafy. Oczywiście jestem nad wyraz inteligentny i zanim zdążyłem zamknąć 
drzwiczki zasypała mnie lawina ubrań. Ponownie wszystko wrzuciłem do szafy, ale tym razem udało 
mi się to. Pozbierałem wszystkie chusteczki z podłogi, zdjęcia i takie tak różne, po czym zmęczony 
opadłem na łóżko. Spojrzałem na zegarek, dopiero 9 z minutami. Chyba zejdę coś zjeść, bo mój 
apetyt powraca. Dzisiaj zamierzam zrekompensować się za wczorajsze zachowanie. Może jakieś 
zakupy,później obiad, a resztę popołudnia spędzimy w parku. Tak, to dobry pomysł, odpoczniemy
przed jutrzejszą podróżą. Jak pomyślę że już jutro wracamy to coś ściska mnie w żołądku. Tutaj
mamy spokój, obawiam się tego wszystkiego, tych reporterów którzy zrobią wszystko żeby tylko 
napisać jakąś sensację, którzy czekają na każde nasze potchnięcie. Nie mam pojęcia jak to wszystko
wytrzymam. Odpędziłem od siebie myśli o powrocie do Londynu i przykleiłem na twarz smajla.
Wyszedłem z pokoju i zrobiłem sobie kanapki, usadziłem tyłek w salonie rozglądając się za pilotem
od telewizora. Włączyłem, a tam co? „ Wczoraj odbył się pogrzeb cioci Nialla Horana z zespołu 
One Direction bla, bla, bla … chłopcy są w Mullingar z dwiema koleżankami, które już znamy
 blaa, blaa… Nie znamy daty powrotu zespołu. Super, już mi się wgl. Wszystkiego odechciało. 
Pewnie będzie trzeba poudawać że to nic takiego i wszystko jest dobrze, choć nie jest i jeszcze 
długo nie będzie. Wyłączyłem telewizor i postanowiłem że nie będę zamartwiał reszty tym wszystkim.
Jadłem swoje kanapki, kiedy do salonu wbiegł Harry.
-hay!- Hazz powiedział entuzjastycznie i usiadł na przeciwko mnie.
-Cześć- odpowiedziałem zamyślony.
-Haloo, ziemia do Nialla! Słuchasz mnie?
-Yyy, przepraszam zamyśliłem się- mruknąłem.
-Niall co jest? –zapytał z troską.
-Nie, nic – próbowałem nie okazywać jak bardzo jestem smutny.
-Nie oszukasz mnie, wiesz?
-Co byś powiedział na zakupy, kino i piknik w parku? Tak wiesz przed wylotem do Londynu trochę 
odpocząć. –próbowałem zmienić temat.
-Hmm, no okej ale wrócimy do tego. – poprzez ciepły uśmiech ukazał swoje dołeczki, zaśmiałem 
się cicho. To zawsze mnie rozśmieszało, wyglądał wtedy jak małe, słodkie dziecko.
-Z czego się śmiejesz?- zapytał- choć dobrze wiedział dlaczego.
-A… taki dowcip mi się przypomniał.- wybuchłem niekontrolowanym śmiechem. Normalnie się 
turlałem, oczywiście moje `Szczęście` się mnie trzyma i spadłem przez łóżko.
-Ałaaa!- pisnąłem.
-Masz za swoje. – Lokach przemknął kolo mnie i uciekł na górę. – Obudzę wszystkich!- ryknął.
Wstałem z podłogi i dokończyłem śniadanie, próbując nie zastanawiać się nad tymi przykrymi
sprawami. Przytłacza mnie jedynie fakt że muszę ukrywać swój ból, i przygnębienie. Niestety 
nic na to nie poradzę, nie chcę ich tym zamartwiać, pewnie jak zawsze po prostu trochę 
wyolbrzymiam to wszystko. Już i tak psuję im wakacje. Przez te kilka dni chodzili za mną, 
martwili się o mnie. No nic, trzeba będzie jakoś żyć.Włączyłem laptopa i zalogowałem się na TT. 
Miałem miliony wiadomości, zacząłem je odbierać i odpowiadać. 

Megan:

Spałam sobie w najlepsze kiedy do mojego pokoju wleciał Harry.
-Meg, Meg – zaczął mną potrząsać. –wstawaj.
-Co? Czego? – mruknęłam.
-Niall jest na dole i wymyślił że pójdziemy do kina i na zakupy czy coś, chodź!
-Oh, już dobrze dajcie mi chwilę- powiedziałam i ruszyłam do łazienki.
Zimny prysznic, tego mi było trzeba. Dokładnie wytarłam swoje ciało, wykonałam poranną toaletę i 
ubrałam się w to.Zeszłam na dół gdzie czekali na mnie wszyscy. Harold miał rację, był tam 
Niall i to w dobrym humorze. Usiadłam na kanapie i spojrzałam po wszystkich. Horanek w tym samym
czasie spojrzał na mnie, ale kiedy zobaczył że mu się przyglądam odwrócił wzrok. Niby nic, lecz 
wystarczało mi to żeby wiedzieć że coś go gnębi, a ten uśmiech to `doklejona` maska. 
Wyszło na to że za godzinę wychodzimy z domu . Bardzo odpowiadało mi to, trochę się rozluźnimy i 
spędzimy czas w miłej atmosferze. Zjadłam śniadanie i usiadłam sobie przy oknie ze szkicownikiem. 
-Meg!
-Hmm?- burknęłam nie odwracając wzroku od mojego szkicu.
-Wychodzimy.
-Mhm, okej.
Szliśmy sobie przez park, żartowaliśmy, wygłupialiśmy się. Louis jak zawsze rzucał żartami, 
co za pocieszne `dziecko`, niby najstarszy a zachowuje się jak najmłodszy. Zaśmiałam się jak 
Boo Bear zderzył się ze słupem.
-Louisiu, musisz uważać na siebie- przesadnie słodko mówił Harry- nie chcemy żeby coś ci się 
stało wiesz? Co się boli?- słodził. 
Wszyscy włącznie z Lou wybuchli śmiechem. Louis podniósł się z ziemi i ruszyliśmy dalej. Cały 
czas przyglądałam się Horankowi, z jednej strony śmiał się, wygłupiał z nami, ale z drugiej 
nie było mu już tak do śmiechu coś go trapi i to wyraźnie widać. Jak widać Niall nie ma ochoty
o tym rozmawiać.
Więc po długimi męczącym spacerze, o ile tak można to było nazwać dotarliśmy do kina.
Oczywiście nie mogliśmy się zdecydować na żaden film, postanowiliśmy że zrobimy wyliczankę
kto wybiera repertuar. Wypadło na Nialla, wszyscy skierowaliśmy wzrok ku niemu. 
Nialler przybrał mało widoczny grymas, podrapał się po czole marszcząc brwi. Staliśmy tak czekając 
na jego wybór.
-Eh, Niall bo kino zamkną - rzucił od niechcenia Harry.
-Taa, już - odpowiedział zamyślony po czym skierował się w stronę kasy.
Wybrał jakąś komedię, myślę że to nam dobrze zrobi. Kupiliśmy bilety i ruszyliśmy na salę numer 3.
Zayn i Liam poszli po jedzenie, bo oczywiście Horanek umarł by z głodu. Film był mega, uśmialiśmy 
się do łez, Cornlia aż spadła z siedzenia. Pomagałam jej wstać, ale tylko pogorszyłam, 
obie się przewróciłyśmy do rzędu dalej wywołując nie mało śmiechów na sali. Również rozbawione
wstałyśmy i chichocząc zajęłyśmy swoje miejsca. Nasz seans powoli dobiegał końca,Cor i ja 
zaczęłyśmy się nudzić. Naszym celem stal się mój słodziutki Hazza. Wzięłyśmy  mój popcorn, 
gdyż Cornelia straciła swój na Zayna który ją dźgał, i rzucałyśmy w Harrego. Jego cierpliwość w
końcu się skończyła. Poszeptał coś chwilę do Zayna i już po chwili byłyśmy przewieszone przez 
ich barki.
-Zayn! Puść mnie bo będę krzyczeć - mówiła przez śmiech Cor.
-Ej, ej mi tu całkiem wygodnie - zaśmiałam się.
-Hhhaha, w sumie to nawet nieźle! - krzyknęła Cornelia.
Czego mogłyśmy się do tych wariatach spodziewać. Wybiegli z kina z nami na plecach, 
wszyscy się na nas gapili jak na jakiś nienormalnych. Weszli do 'zabawkolandii" mieszczącej 
się przed kinem i wrzucili nas do basenu z kulkami, rozpoczęła się wojna na plastikowe piłeczki. 
Harry schował się za zjeżdżalnie i zadzwonił do reszty.
-Haloo ! SOS, potrzebujemy pomocy - darł się do telefonu - taak... okej ... czekamy ... paa.
-Posiłki wezwane sir - zakomunikował Zaynowi i zasalutował, tego nie wytrzymałam wybuchłam
nie pochamowanym śmiechem i zatoczylam się po podłodze.
-SOS.. SOS mamy poważny problem nasza mała Megan dostała napadu ADHD, kryć się !
-Ooo nie ! Ja ci dam MAŁA Styles ! - wskoczyłam na Loczka i razem wpadliśmy do baseniku. 
Zmęczeni opadliśmy na miękkie poduchy, dotarła reszta. Pobawiliśmy się jeszcze trochę i 
stwierdziliśmy że nigdzie się już nie wybieramy, bo Louiego bolała noga od tych wygłupów. 
Zadowoleni wróciliśmy do domu Nialla. Państwo Horan wychodzili do znajomych mieli wracać 
dopiero za dwa dni, pożegnaliśmy się i obiecaliśmy że wpadniemy nie długo, mieliśmy wolny
dom i urządziliśmy sobie taką małą imprezkę. Zayn i Cor pojechali do jedzenie, picie i jakieś
alkohole, a my szykowaliśmy dom. Kiedy skończyliśmy poszłam do pokoju przebrać się,
postawiłam na wygodę , w końcu to nie żaden bankiet czy coś, tylko luźna imprezka z przyjaciółmi.

Niall -

Oglądaliśmy właśnie jakiś denny film, tak na prawdę to sam nie wiem czego chcę, z jednej strony
mam ochotę zaszaleć, pobawić się i zapomnieć, ale jednak coś nie pozwala mina to. 
Wyszedłem z salonu i wyciągnąłem z lodówki zimne piwo, muszę zapomnieć,chociaż dzisiaj.
Nie długo później wrócili z zakupów, dogadaliśmy się że zaprosimy moich kilku najbliższych 
znajomych. Zadzwoniłem po Seana, Viki i  Josha ale on był na jakimś biwaku czy coś, więc
nie mógł wpaść. Przyszli moi przyjaciele, jak ja dawno ich nie widziałem, reszta już się z nimi 
znała więc od razu polał się alkohol. Kiedy wszystkim już dobrze szumiało w głowie robiło się
na prawdę wesoło. Dosiadłem się do Seana i trochę z nim pogadałem, kątem oka widziałem 
że Zayn kręci się koło Viktorii, chciałem do nich iść, ale kiedy próbowałem wstać momentalnie
rzucało mnie na podłogę, odpuściłem  i zostałem z Seanem, chwilę potem dosiadł się do nas Louis, 
dosiadł się do źle powiedziane, on po prostu usiadł na mnie. Sean dziwnie się spojrzał i zachichotał.

Cornelia -

Dzisiaj nic nie piłam, źle się czułam. Siedziałm sobie na sofie i rozmawiałam, a raczej 
próbowałam rozmawiać z Viki, bardzo ją polubiłam. Co prawda dzisiaj nie dawało rady się z nią 
dogadać, ale lepsze to niż siedzieć samemu i się patrzeć na nich.
-Ooo! Kogo ja tu widzeee, - wymruczał chwiejący się Zayn. Przymrużył delikatnie swoje piękne
brązowe oczy
- Vii..Viiki idziemy tańczyć - dodał śmiejąc się. Vika powoli, z trudem wstała i ujęta dłonią Malika
podążała za nim na 'parkiet'. Patrzyłam na ich wyczyny z fotela, świetnie się bawili.
Chciałabym być teraz na jej miejscu. Skończyli tańczyć i zniknęli gdzieś. Rzuciłam przelotne
spojrzenie na resztę.
Niall siedział na krześle zalany w trzy dupy, chyba zasypiał, Sean podążył w jego ślady. 
Louis wywijał na parkiecie z Megan a Harry i Liam zajadali się zawzięcie o czymś dyskutując. 
Podeszłam o Nialla i Seana. Przebudziłam Horanka i powoli doprowadziłam do jego pokoju,
położyłam na łóżko i po cichu wyszłam z pokoju. Doszłam do wniosku że nie ma co doprowadzać 
Seana do porządku i wysyłać do domu, postąpiłam z nim podobnie jak z Niallem i położyłam w
gościnnym. Jak wracałam do salonu zobaczyłam coś czego nie miałam ochoty widzieć.
Zayn całujący się z Viki, poczułam ukłucie w sercu, łzy napłynęły mi do oczu, chlipnęłam głośno, 
ale Malik jest tak napity że nawet mnie nie zauważył. Uciekłam, pobiegłam na górę i zamknęłam 
się w pokoju moim i Megan. Nie mogę w to uwierzyć, niby nie jesteśmy razem ale myślałam ... 
zresztą co ja sobie myślałam? Ze ma być mi wierny choć nie jesteśmy parą? Jestem taka głupia, 
naiwna. Po dwóch, a może trzech spędzonych na płaczu godzinach wyszłam na taras. Podeszłam 
do barierki i spoglądałam na otaczający nas krajobraz. Na dole w ogrodzie spostrzegłam postać. 
Tam ktoś leżał! Szybko rozpoznałam w tym 'ktosiu' Zayna. Chociaż jestem na niego zła, coś zmusiło 
mnie żeby po niego iść. Przemyłam twarz wodą i ogarnęłam się trochę. Zeszłam na dól, tam 
dalej panowała zabawa, z tym wyjątkiem że Viki zasnęła wtulona w Megan, nie miałam jej nic za złe, 
bo po pierwsze była pijana, a po drugie skąd mogla wiedzieć że podoba mi się Zayn, choć może
ja mu wcale nie. Natomiast chłopcy śpiewali sobie ułożeni na podłodze. Minęłam ich i wyszłam 
przed dom, podeszłam do Zayna i próbowałam go podnieść.
-Zayn, wstawaj, choć do domu.-przekręcił się na drugi bok i leniwie przetarł oczy.
-Cornelia?-szepnął.
-Mhm idziemy do domu, wstawaj. - burknęłam i ponagliłam próbę podniesienia go.
-Nie chcę nigdzie iść! chcęę...tylko patrzeć na..na cieebie. Wiesz? Pięknaaa jesteś...- musnął 
mój policzek dłonią i choć bardzo miałam ochotę przytulić go, pocałować strzepnęłam jego rękę i 
sucho mruknęłam.
-Zayn, wstawaj, czas już spać, jutro wylatujemy, musisz odpocząć.
-Hmmm, pójdę...tak pójdę, ale - zaczął wymachiwać palcem- jest jeden warunekk.
-Więc.-mruknęłam zrezygnowana.
-Tyy,tyy śpisz ze mną...dobrzee?-zachichotał.
-Tak, tak oczywiście. - uśmiechnęłam się krzywo.
Tak jak mówił, wstał, trochę niezdarnie ale wstał. Objął mnie ramieniem i uśmiechnął się pięknie.
Tak bardzo miałam ochotę teraz go przytulić i nigdy nie wypuścić. Mimo że był kompletnie 
pijany czułam cię bezpiecznie, tak cholernie bezpiecznie w jego silnych ramionach. Wystarczał mi 
sam zapach jego perfum pomieszany z nim samym, czułam że to właśnie z nim chcę spędzić życie, 
jednak chyba nie jest mi to pisane, przynajmniej nie teraz. Powoli z moją pomocą doszedł do domu, 
weszliśmy po schodach i skierowaliśmy się do jego pokoju. Położyłam go na łóżko i kucnęłam 
przed nim spoglądając na jego twarz. Wyglądał tak słodko, tak niewinnie cała złość na Zayna powoli
ze mnie upływała. Nie mogłam się na niego długo złościć. Zresztą nie jesteśmy razem więc nie
mogę mu zabraniać całowania się czy czegokolwiek innego. Pogładziłam dłonią jego policzek,
podniosłam się i chciałam już wychodzić, wtedy chwycił mocniej moją dłoń i wyszeptał.
-Oobiecałaś.. żee będziesz .. ze mną, pamiętasz?
-Zayn, ja nie wiem.. to chyba nie..
-Nie, nie,nie. Chodź tu do mnie mała.-Chyba na prawdę nie wiedział co robi, może jeszcze coś 
z tego będzie. Chłopak posunął mi się, a ja posłusznie ułożyłam się obok niego. Zayn obrócił się w 
moją stronę i objął ramieniem sprawiając że moja twarz znajdowała się na jego klatce piersiowej.
Lekko go objęłam i wtuliłam się w zagłębienie na jego szyi. Jeszcze nigdy nie byliśmy ze sobą tak
blisko, poczułam przyjemne motylki w brzuchu, delikatnie się uśmiechnęłam i odpłynęłam w blogi sen.
___________________________________________________________________________

Gashh... BEZNADZIEJNY JEST -.- . PRZEPRASZAM WAS BARDZO, BARDZO ale mam teraz 
teraz w szkole masakrę ;/ . Na szczęście rok szkolny się kończy, a wraz z jego końcem 
rozpoczynają się jak wiecie WAKACJE. Będę miała więcej czasu i od razu  nadrobię zaległości < 3
Przepraszam też za wszelkie błędy itp. 
Ps. Rozdział krótki bo to tak jakby złączka do następnego ^ ^ . Mam nadzieję że mi to wybaczycie ♥ . 
Buźka miśki < 33




czwartek, 31 maja 2012

Imagine - Harry

Spotykasz się z Harrym od czterech miesięcy. Dzisiaj są wasze pierwsze wspólne walentynki, no może nie wspólne bo chłopcy są w trasie i wracają dopiero za tydzień. Nie masz mu tego za złe bo wiesz że nie może zawieść zespołu, ale jest ci przykro że nawet nie zadzwonił. Zbliża się 22:00 jesteś coraz bardziej przygnębiona. Siadasz w salonie i oglądasz filmy romantyczne zajadając się popcornem. Dzwoni twój telefon to Harry. Dalej jesteś zła, ale odbierasz.
- Wyjrzyj przez okno.
- Harry ale po co ? - Dalej jesteś przekonana że zapomniał.
Otwierasz okno i na niebie widzisz napis - KOCHAM CIĘ KOTEK - Jesteś szczęśliwa bo wcale nie zapomniał.
- Podoba ci się kochanie ?
- Podoba i to  bardzo, też cię kocham wariacie. Już myślałam że zapomniałeś, nie odbierałeś telefonu.
- Jakbym mógł zapomnieć. Telefonu nie odbierałem żeby się nie wygadać przez przypadek. Muszę kończyć
wchodzimy na scenę. Paa mała .
- Pa skarbie.
Odkładasz telefon i z zacieszem na twarzy zmierzasz w stronę sypialni zadając sobie pytanie: Jak mogłam pomyśleć że zapomniał ?


______________________________________________________________




Taki sobie -.- . Przykro mi bardzo ale wena totalnie mnie opuściła, właśnie siedzę i męczę rozdział ale co chwila wszytko zmieniam, bo nic mi nie wychodzi. Nie wiem kiedy dodam. I'm Soo Sorry < 3
Mam do was jednak prośbę :  DODAŁAM NOWĄ ANKIETĘ CO DO IMIENIA GŁÓWNEJ BOHATERKI, KTÓRE MI SIĘ NIE ZBYT PODOBA, WIĘC DAJĘ WAM PROPOZYCJE O ZMIANIE GO. OCZYWIŚCIE JEŚLI TO WAM SIĘ PODOBA TO TAKIE ZOSTANIE. ♥♥
A TERAZ G Ł O S U J E M Y !!

Buziaki miśki : *

A tu takie tam :

- http://besty.pl/1175843
- http://besty.pl/1096901









 





























niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 3


Niall: 

Chwiejnym krokiem wspiąłem się po schodach do swojego pokoju. Nie mogę w to uwierzyć. Uszczypnijcie mnie żebym w końcu obudził się z tego koszmaru. Schowałem twarz w dłoniach, głęboko wypuszczając powietrze. Samotna łza pociekła po moim policzku. Starłem ją rękawem bluzy i zacząłem się pakować zastanawiając się dlaczego akurat ona i dlaczego teraz? Czuję się jakbym stracił część siebie, część mojego życia którą zawsze była. Żałuję że nigdy już jej nie zobaczę, nie przytulę, nie powiem jak bardzo ją kocham i jaka jest dla mnie ważna.
Natłok tych myśli bombardował  moją głowę. Wrzuciłem pierwsze napotkane przez moją rękę ciuchy do walizki i zapiąłem ją. Miałem jeszcze chwilę, zalogowałem się na tt. ‘Czyli wszyscy już wiedzą’ pomyślałem. Na moim profilu było pełno wiadomości. Przeczytałem kilka z nich, zrobiło mi się ciepło na sercu. Podziękowałem wszystkim i się wylogowałem. Ktoś zapukał do drzwi.
-Otwarte.-krzyknąłem a Zayn wsadził głowę do mojego pokoju.
-Wychodzimy już.-powiedział ciepło.
-Mhm, już idę.- zabrałem walizkę i z Zaynem zeszliśmy na dół.
Ciepło zniknęło z mojego ciała, w drodze na lotnisko znów myślałem o cioci. To będzie trudniejsze niż mi się wydaje.

   Rose:

Chłopcy zeszli do nas i bez słowa wyszliśmy z domu. Kierowca chłopaków już na nas czekał. Droga mijała w niezręcznej ciszy, wielokrotnie próbowaliśmy nawiązać z Niallem rozmowę, ale zbywał nas tylko nijaka odpowiedzią i dalej wbijał wzrok w szybę. Przed lotniskiem zauważyłam pojedyncze łzy spływające po jego twarzy. Starł je szybko ręką i wyszedł z samochodu. Załatwiliśmy wszystkie formalności i mieliśmy godzinę do odlotu.
-Chodźmy coś zjeść!- wołał Lou.
-Taa, ja też zgłodniałem.- dodał Zayn masując się po brzuchu.
Podnieśliśmy się z ławki, jedynie Niall siedział dalej skulony.
-Niall idziesz?
-Nie mam ochoty, ale wy idźcie.- cicho odpowiedział.
-To ja zostanę z tobą- zaproponował Harry- a wy zamówicie.

W restauracji. 

Lou zamówił coś do jedzenia, a my przysiedliśmy się do stolika.
- Martwię się o niego- powiedział smutno Liam.
-Tak ja też- dodał Zayn.
-Zamówienie stolik 3 !- powiedziała pani przez mikrofon.
Daliśmy pieniądze i poszliśmy w kierunki ławki na której siedzieli chłopcy.
-Chodźmy już- mruknął zrezygnowany Niall.
-Tak, już idziemy- Louis objął go ramieniem, a ten się w niego wtulił.

   Louis:

 Nie dam rady. Kocham Nialla jak brata. Nie mogę patrzeć jak cierpi. Znam go i wiem że łatwo mu nie będzie. Jest bardzo wrażliwy, mam tylko nadzieję że wszystko się ułoży. Wait ! Tomlinsona o czym ty w ogóle myślisz? Na pewno się ułoży! Musi…
-Pasażerowie lotu numer 2 do Mullingar proszeni o wejście do samolotu. Za 10 minut startujemy. Dziękuję- dobiegł nas miły głos stewardessy.
Zabraliśmy bagaże i udaliśmy się do samolotu.

   W samolocie.

-Pasażerowie mogą już rozpiąć pasy bezpieczeństwa, za 4 godziny lądujemy w Mullingar.
Droga mijała powoli, chłopcy zmęczeni tym dniem zasnęli, jedynie Zayn zaciekle rozmawiał z Cornelią.
Niall patrzał w okno i co jakiś czas wycierał łzy z twarzy.
-Weź chusteczkę.- podałam mu je.
-Dziękuję-ledwo powiedział i wytarł twarz, która za chwilę i tak zalała się łzami.
-Niall nie płacz, to niczego nie zmieni- położyłam mu rękę na ramieniu.
-Chciał był- zamruczał i swoimi zapłakanymi oczyma spojrzał w moje pełne troski, lekko zaszklone od widoku jego cierpienia gałki. Czułam że nie wytrzymam, po mojej twarzy spłynęła samotna łza, za nią kolejna i jeszcze jedna. Niall zbliżył się do mnie i przytulił. Płakaliśmy sobie razem. Może tego było mi trzeba, dać upust gromadzącym się z godziny na godzinę, z minuty na minutę emocją. Trochę się uspokoiłam, dalej nie rozluźniając uścisku na szyi blondyna. Zrobiło mi się lepiej. Czułam się bezpiecznie. To jego bliskość, jego oddech na moim karku, zapach… mnie uspokajały. Można powiedzieć że działał na mnie bardzo pozytywnie.. Tkwiący w moim uścisku Niall zasnął. Oparł głowę na moim ramieniu i oplótł mnie rękoma. Zmęczona również zasnęłam.
-Drodzy pasażerowie prosimy o zapięcie pasów przystępujemy do lądowania- obudził mnie głos stewardessy. Posłusznie zapięłam pas i obudziłam Horana.
-Niall.. lądujemy, zapnij pas- szturchnęłam go. Powoli podniósł zaspane powieki i zapiął pas.
Lądowanie odbyło się bezproblemowo, wzięliśmy swoje bagaże i zamówiliśmy taxi. Z lotniska do domu Horanów nie było daleko, po jakiś 20 minutach naszym oczom ukazał się dobrze znany budynek. Uśmiechnęłam się na wspomnienie naszych poprzednich wakacji spędzonych w Irlandii. Radość szybko ze mnie upłynęła, czułam że napięcie wzrasta, wszyscy siedzieli w ciszy, spoglądając na siebie smutno.
Taksówkarz zaparkował na podjeździe. Zapłaciliśmy i zabraliśmy swoje rzeczy. Wolnym krokiem zbliżaliśmy się do drzwi. Niall zapukał. Z wnętrza domu wyłoniła się nie wysoka blondynka, mama Nialla Maura. Nic nie powiedziała, ze łzami w oczach przytuliła swojego syna. Tak jak my wiedziała jaka Suzan była dla niego ważna. Weszliśmy do środka, przywitaliśmy się i każdy poszedł do swojego tymczasowego pokoju. Państwo Horan mieli duży dom więc nie było problemu z noclegiem i wszyscy spaliśmy u nich.

    *** 

Promienie słoneczne oświetliły moją zmęczoną i niezadowoloną twarz. Powoli zwlekłam ciało z łóżka i poszłam się ubrać. Po 10 minutach wyglądałam już całkiem przyzwoicie więc zeszłam na dół. W kuchni zastałam panią Maurę. Siedziała na krześle i cichutku pochlipywała. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Wszystko z czasem się ułoży.
-Martwię się o Nialla.
-On musi to wszystko na spokojnie przemyśleć.
-Tak myślisz?- spojrzała na mnie swoimi oczami, już wiem po kim Niall ma takie zniewalające tęczówki.
-Ja to wiem. I proszę się tym już nie zamartwiać- posłałam jej ciepły uśmiech.
-Dziękuję.- również się uśmiechnęła.
Mama Nialla skierowała się ze śniadaniem do salonu, a ja wyciągnęłam sok z lodówki i usiadłam przy stole.
-Greg! Obudź chłopców na śniadanie.- Maura skierowała się do starszego syna.
-Z przyjemnością- odparł wesoło i przyszedł do kuchni.
-Hmm, wyczuwam podły plan- zaśmiałam się.
-I to jeszcze jak. Wchodzisz w to?- cwaniacko się uśmiechnął.
-Też pytanie, pewnie że tak.
Z szafki wyjęliśmy dwa wiaderka 2 litrowe i nalaliśmy do nich zimnej wody. Pierwszy był Liam. Po cichutku weszliśmy do jego pokoju i doznaliśmy zaskoczenia, ubrany wychodził z łazienki.
-Nie dzisiaj, hahaha- uśmiechnął się.
-Ehh… mam nadzieję że reszta jeszcze śpi.
-Śniadanie czeka- dodałam i wyszliśmy z jego pokoju.
Następny był Loui. Weszliśmy i na szczęśnie jeszcze spał.
-Na trzy.- szepnęłam.
-Jeden, dwa, trzyyy !- krzyknął Greg. Wylaliśmy wodę a Louis jak poparzony wyleciał z łóżka.
-Aaaa, zimno !- miotał się po pokoju i krzyczał.
-Hahahhaha, nie mogę !!- prawie turlałam się ze śmiechu, a Greg razem ze mną.
Od tego hałasu w pokoju marchewkowego pojawił się Harry z kijem golfowym. Strzeliliśmy grupowe wtf. Skąd on to ma? Nieważne… zobaczył Louisa i razem z nami wybuchł śmiechem.
-Mam nadzieję że się nie zdziwicie jak jutro obudzicie się czy ja wiem… bez włosów!?- powiedział spokojnie Tomo.
-Mhm, darmowy fryzjer?- nabijał się Lokers.
Wtedy Lou się na niego rzucił i Harry też był mokry.
-Głupki!! Śniadanie czeka!- krzyknęłam i oboje podnieśli się z podłogi.
-Kto drugi na dole kupuje marchewki!- krzykną Tomlinsona i rzucił się do biegu.
-Dzieci, dzieci, dzieci…- zaśmiałam się.
Wyszliśmy na korytarz. Greg ruszył do pokoju Nialla.
-Niee! Zostaw go, jest zmęczony.- próbowałam go zatrzymać.
-Na pewno jest głodny.- upierał się.
-Nie będę jadł i z pokoju też nie wyjdę!- najwyraźniej Niall wszystko słyszał.
-Może jednak?- zapytał Greg.
-Greg wiem że może nie jesteś najlepszy z angielskiego, ale literować Ci chyba nie muszę?- odpowiedział ze spokojem.
-Jak uważasz, ale przyjdź później.
-Dobrze przyjdę.- mruknął.
Poszliśmy na śniadanie. Lou za wszelką cenę próbował wszystkim polepszyć humory. Sięgnęłam kanapkę z nutellą i usiadłam Hazzie na kolanach. Po posiłku chłopcy posprzątali ze stołu. Słońce dalej świeciło, zapowiadał się fajny dzień. Zmierzałam właśnie w stronę swojego pokoju.
-Rosie.- zawołał mnie Greg.
-Co się stało?
-Może ty… mogłabyś…
-Mogłabym…?
-Porozmawiaj z Niallem.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.
-Proszę…- zrobił smutną minę.
-No nie wiem.- droczyłam się z nim.
-Bardzo ładnie proszę.
-Ah ci Horanowie, i jak się tu takiemu oprzeć.- uśmiechnęłam się.
-Hahaha, nie słodź już tak tylko idź. Lewa, prawa i tak w kółko wiesz?- poruszył zabawnie brwiami.
Greg odszedł a ja zastygłam w bezruchu zastanawiając się co mam mu powiedzieć a jak nie będzie chciał mnie widzieć? W sumie to bym się nie zdziwiła, na pewno chce być teraz sam, a wszyscy mu przeszkadzają. No, ale zgodziłam się, więc stawiając małe kroki lewa, prawa jak mnie przed chwilą nauczył Greg poszłam do pokoju blondyna. Stałam przed jego drzwiami i nie mam pojęcia co zrobić. Jakaś część mnie ma ochotę uciec, ale inna chce tam wejść i z nim porozmawiać. Przeważyła ta druga, zapukałam do drzwi. Nic nie powiedział.
-Niall? Mogę z tobą porozmawiać.- zapytałam niepewnie.
-Po co?- odpowiedział ledwo słyszalnie.
-Chcemy Ci pomóc, wszyscy się o ciebie martwią.
-Niepotrzebnie, jak słychać żyję. A jeżeli chcesz mnie zapewnić że będzie dobrze to to już wiem, ale wcale nie wierzę.
-Niall…proszę.- otworzył mi i wpuścił do środka.
Siedzieliśmy w ciszy. Nie bardzo wiedziałam jak zacząć. W głowie analizowałam dziesiątki wersji. Zdobyłam się na odwagę i zaczęłam cicho.
-Niall, wiem że jest Ci ciężko, nam zresztą też nie jest do śmiechu, ale nie możesz siedzieć całe dnie w łóżku i opłakiwać swój los.- wraz z każdym wypowiedzianym słowem stawałam się coraz pewniejsza tego co mówię –To i tak niczego nie zmieni- Niall uważnie mnie słuchał a jago oczy lekko się zaszkliły.- To że niema Suzan tutaj z tobą fizycznie, nie oznacza że zniknie z twojego życia. Zawsze będzie z tobą w twoim sercu.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Wy nie wiecie jak to jest stracić kogoś tak bliskiego!- wykrzyczał i zalał się łzami.
Nie chciałam okazywać po raz kolejny swoich słabości, ale nie dałam rady. Z każdym jego słowem czułam że moje serce ponownie pęka. Wróciło wspomnienie którego nigdy nie chciałam przywoływać. Wstałam z łóżka i wykrzyczałam.
-Mówisz że nie wiem jak to jest!? Jednego dnia straciłam obojga rodziców. Myślisz że mi było łatwo? Myślisz że skakałam ze szczęścia?- moją twarz zalał potok łez. Zrezygnowana wybiegłam na balkon Nialla. Oparłam się o barierkę głęboko oddychając.
-Rose przepraszam, nie powinienem tego mówić.- Blondyn stanął za mną i objął mnie.
Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w niego mocniej. Twarz schowałam w zagłębieniu jego szyi i wyrównywałam oddech od tego płaczu. Staliśmy tak aż Niall się odezwał.
-Chodźmy do środka, wieje wiatr przeziębisz się.- powiedział z troską.
Weszliśmy do jego pokoju.
-Zejdziesz do nas?- zapytałam.
-Jeżeli poprawi Ci to humor, to tak.- uśmiechnął się.
-I takiego Nialla kochamy.- odwzajemniłam uśmiech i poczochrałam mu włosy.
Zeszliśmy do salonu, gdzie chłopaki oglądali mecz, przysiedliśmy się do nich i przez chwilę nareszcie było tak jak dawniej. Po tych całych sportowych emocjach zmęczeni rozeszliśmy się do pokoi. Jutro ważny dzień… 

   ***
-Roseee! Wstawaj!- Cornelia krzyczała mi do ucha.
-Czego mnie obudziłaś?- zapytałam z grymasem.
-Boo…już dziewiąta i musimy się szykować.
-Ah, no tak już wstaję.
Wybrałam jakąś czarną sukienkę do niej cienki sweterek i byty na niskim koturnie. Włosy Lekko pokręciłam, a usta musnęłam błyszczykiem bezbarwnym. Zeszłam do salonu, gdzie byli już wszyscy.
-Wychodzimy- smutnym głosem oznajmił Greg.
Po 15 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Nie było dużo ludzi, ani też żadnych mediów, sami najbliżsi. Ksiądz odprawił mszę i Niall rozpoczął swoje przemówienie. Widziałam jak każde słowo sprawiało mu ból, chwilami załamywał głos, ale mimo wszystko dał radę.
-…Kocham Cię ciociu, zawsze będziesz częścią mojego życia.- na tych słowach zakończył mowę. Po mojej twarzy spłynęło kilka łez, szybko je wytarłam i podeszłam do Nialla.
-Byłeś dzielny.
-Dziękuję Rose.- odpowiedział szeptem.
Ja i Cor z chłopakami wracaliśmy pieszo. Chłopaki próbowali pocieszać smutnego Nialla, ale coś im nie wychodziło.
-Skończcie już z tym! Wcale nie jest i nie będzie dobrze!- blondyn wybuchł i zaniósł się płaczem.
-Niall…-próbował Louis.
-Nie!- krzyknął i uciekł do parku. Zayn pobiegł za nim, ale Nialler szybko go zgubił.
Staliśmy osłupieni na chodniku, co mamy teraz zrobić?
-Może powinniśmy go szukać?- zapytał przejęty Harry.
-Mhm, chyba masz rację, zadzwonię do Grega.- powiedziałam cicho.
Po dziesięciu minutach zauważyłam zdyszanego Grega. Podzieliliśmy się na grupy i rozpoczęliśmy poszukiwania.
-Wiesz gdzie on może być, jakieś ulubione miejsca?- zapytał Liam Grega.
-Właściwie, to tak jest kilka takich.-odpowiedział entuzjastycznie.

Niall:

Zmęczony biegiem usiadłem pod moim ulubionym drzewem w parku, tutaj w dzieciństwie spędzałem dużo czasu. To tutaj z chłopakami złożyliśmy przysięgę wiecznej przyjaźni, a wyglądało to tak: H+L+L+Z+N=Friends Forever wyryte na korze drzewnej. Jaki ja jestem głupi, nawrzeszczałem na nich jakby to miało mi coś dać, wiem nie powinienem, ale nie dam rady. Słuchanie że będzie dobrze, że wszystko się ułoży mnie wykańcza. Nie wytrzymam tego psychicznie, tak bardzo chciałbym wrócić czas i zobaczyć ją po raz ostatni. Poczułem zbliżające się łzy, zacząłem nucić moją ulubioną piosenkę, zawsze mi pomagała w trudnych momentach. Zmierzchwiłem włosy i podniosłem się z ziemi. Otrzepałem spodnie, po czym włożyłem ręce do kieszeni bluzy w międzyczasie wychodząc na dróżkę w parku. Pomyślałem że pewnie wszystkim napędziłem stracha więc przyśpieszyłem kroku zmierzając w stronę swojego domu rodzinnego. Wyciągnąłem telefon z kieszeni, miałem 15 nieodebranych połączeń i 13 sms’ów typu ‘zadzwoń’. Wysłałem wszystkim wiadomość że nic mi nie jest i że niedługo wrócę do domu. Po drodze zaszłem do sklepu i kupiłem sobie kilka batoników, tak jedzenie było drugą z kolei rzeczą poprawiającą mi humor. Zjadłem wszystkie jeden po drugim, aż znalazłem się pod domem. Otworzyłem drzwi, wszyscy skierowali wzrok na mnie.
Wyprzedzając ich pytania odpowiedziałem.
-Byłem w parku, chciałem sobie wszystko przemyśleć, jestem zmęczony idę spać. Dobranoc- uśmiechnąłem się krzywo i ruszyłem do kuchni po jedzenie.
-Hmm, z moich przemyśleń wynika że Horan wraca do żywych- powiedział z rozbawieniem Lou, widząc jak jem już 3 naleśnika.
-Mhm…ta…trochę…- odpowiedziałem przeżuwając resztki pokarmu.
-Cieszy nas to bracie.- krzyknął do mnie Greg.
-Mnie też, do jutra- odparłem z uśmiechem.
Weszłam do pokoju i rzuciłem się na łóżko, hmm… chyba naprawdę będzie już dobrze.
-Dobranoc ciociu- szepnąłem wtulając twarz w poduszkę. Teraz chcę tylko wrócić do normalnego życia, spróbuję. 

Rose:

Niall poszedł do siebie, a my nie mogliśmy przestać zacieszać buziek. Jest cudownie, nareszcie odzyskaliśmy naszego głodomora, może jeszcze nie całkiem, ale z czasem będzie tylko lepiej. Za dwa dni wylatujemy do Londynu, a za miesiąc rozpoczyna się nowy rok szkolny, ostatni w tej strasznej szkole. Jak pomyślę że już za 30 dni znów zobaczymy się z Alis to mój dobry humor od razu mnie opuszcza. Motywacją jest jedynie to że po pierwsze nie będę tam sama tylko z najlepszymi przyjaciółmi, a po drugie to już ostatni rok. Mam nadzieję że później nie będę musiała na nią nigdy więcej patrzeć.

________________________________________________

Wróciłam !! Rozdział dłuższy niż poprzedni : ) Przepraszam że tak długo mnie nie było ale we wcześniejszych notkach pisałam dlaczego.  Dzisiaj się postarałam i przepisałam cały rozdział. Przepraszam za wszystkie błędy i dziękuję za wejścia, komentarze i reakcje. < 333 
Buziaki miśki ♥






+ Dodaję Grega:




 Greg Horan - Starszy brat Nialla, zaprzyjaźnił się z chłopcami, Meg i Cor.
 Bardzo troskliwy, ale lubi sobie też pożartować. Nie ma dziewczyny i nie szuka. Szczęśliwy kawaler, mieszka kilka przecznic od swojego rodzinnego domu.



wtorek, 8 maja 2012

Ważne.

Okej jestem tutaj nielegalnie. Mam karę :( Wiem zawaliłam -.-.
Nowy rozdział pojawi się może w weekend, ale to nie jest pewne bo nie mam zbytnio dostępu do komputera.
Przepraszam was < 3



środa, 2 maja 2012

Imagine - Lou + Besty z 1D

Jesteś w supermarkecie właśnie sięgasz po marchew, czujesz czyjąś dłoń pokrywającą twoją, odwracasz się i
widzisz Louisa Tomlinsona.
-To moja marchewka- mówisz do Boo Beara.
-Nie, ona jest moja- odpowiada wpatrzony w ciebie Tomlinson.
Używasz swojego uroku i trzepoczesz rzęsami prosząc aby ci ją oddał. On wyjmuje długopis i pisze coś na niej. Po chwili  puszcza warzywo.
-Zadzwoń . - Mówi do ciebie i odchodzi.
Zdziwiona patrzysz na marchew a tam numer telefoniczny i dopisek - Masz śliczny uśmiech- .
Zadowolona z siebie idziesz do kasy. Cały dzień jesteś oszołomiona tym spotkaniem. Wieczorem przezwyciężasz się i piszesz do Lou sms'a.
-  Mój króliczek dziękuje ci za marchewkę : ) -
-  haha, nie ma za co,  takiej ładnej pani to mogę nawet marchewkę oddać .-
Piszecie jeszcze trochę i Loui zaprasza cię na randkę. Oczywiście się zgadzasz. Pół roku później dopingujesz go na koncertach jako jego dziewczyna. 

_____________________________________________________

Jakiś taki dziwny xd Jeszcze raz przepraszam że nie dodam rozdziału, no ale na wyjeździe nie będzie dostępu do internetu  : / .

A tu takie tam o ONE DIRECTION :

* http://demotywatory.pl/3775898/  ( Ja też, a jednak <  33 )

* http://besty.pl/archive/1039813  ( Boo Bear ♥ )

* http://besty.pl/archive/1039812  ( Trololo )

* http://besty.pl/1069426  ( Złota myśl xd )

* http://besty.pl/1058387   ( hahhaahhahaha )

* http://besty.pl/728101   ( O niee, ten najlepszy xDD )

* http://besty.pl/archive/1043958  ( Mrauu < 3 )

* http://besty.pl/archive/1036304 ( Oczywiściee : D )

* http://besty.pl/archive/1029941  ( Problemm ? xd )

* http://besty.pl/1023738  ( Why ? xd )

* http://besty.pl/archive/625740  ( Between dance < 33 )


Buziaki  < 33 ♥



Uwaga .

Przepraszam was bardzo, ale wyjeżdzam i nie mogę dodać trzeciego rozdziału w weekend.
Jutro dodam imagin z Lou, na osłodę.
Postaram się napisać dłuższy rozdział. :)
Buziaki < 33

piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział 2


O dziwo nikt mnie dzisiaj nie obudził, podejrzane prawda? No nic trzeba się jakoś ogarnąć. Niechętnie opuściłam ciepłe łóżeczko i stopami szukałam kapci.
-Ałaaa !
-Co? Harry? Co ty tu robisz?- zapytałam, te matołki zawsze coś wymyślą.
-Ciszej, bo Lou usłyszy.
-Ale o co tutaj chodzi?
-Wytłumaczę ci, tylko cicho. Wstałem wcześniej i mi się nudziło. Poszedłem do Louisa i napisałem mu na czole `SUPERMAN is hire`. Jak się obudził to próbował mnie złapać. Wtedy Niall podstawił mu nogę i Loui się przewrócił - słuchałam ledwo nie wybuchając śmiechem – a ja uciekłem do ciebie, bo wiem że nie pomyśli że tu jestem – pokazał swoje białe ząbki.
-Taa, ciekawa historia, ko rób co chcesz ja idę się ubrać. Wzięłam prysznic i założyłam krótkie jeansowe spodenki, bladoróżową bokserkę i balerinki. Zeszłam na dół, właśnie jedli śniadanie, a Lou siedział w łazience i zmywał napis z czoła. Po chwili pojawił się Hazz.
-Louis, kupiłem ci marchewki, te dobre co lubisz.- powiedział słodkim głosem.
-Lepiej uciekaj mały!
Nie długo później Harry był już przełożony przez ramię Tomlinsona, który zmierzał w stronę basenu.
-Nieeee, proszę !!  Louisss !!!- Hazza był już w wodzie.
-Somebody need help- Krzyknął Tomo i skoczył na Loczka.
Przez głowę przebiegła mi myśl `Z kim ja żyję`- zaśmiałam się.
Niall kończył jeść śniadanie.
- yy, Niall możemy porozmawiać?
-Tak , chodźmy do parku co ?
-Ok.

*W parku *

-To o czym chciałaś porozmawiać? – zapytał z troską.
-Bo, … Phil napisał mi że się zemści na tobie, a ja się o ciebie boję. Nie chcę żeby coś ci się stało.
-Rose, spokojnie…- przerwałam mu.
-Nie  Niall. Obiecaj mi że będziesz na siebie uważał – krzyknęłam zapłakana.
-Nic mi się nie stanie- ujął moją rękę.
-Proszę obiecaj – przytulił mnie i szepnął na ucho.
-Obiecuję.
Byłam spokojna, staliśmy tak patrząc sobie w oczy, nasze tworze dzieliły centymetry, czułam jego słodki oddech. Nagle zadzwonił mój telefon. Czar prysł, spojrzałam na wyświetlacz, lekko rozkojarzona odebrałam.
-Halo ? Cor, co jest?
-Ro...Rosie - ledwo powiedziała, płakała.
-Już jadę mała
-Co się stało – zapytał.
-Dzwoń po taxi, jadę do szpitala.
-Ale ..
-Jej siostra tam jest.
Dojechaliśmy pod szpital, Niall pojechał po chłopaków.
Wyszłam do Sali, była tam tylko Cor. Podeszłam do niej i przytuliłam.
-Nie płacz. Na pewno zrobią badania i do jutra będzie w domu.
-Oby, tak się boję.
-Cii, masz nas jesteśmy z tobą.
Do sali wparowali chłopcy. Zrobiliśmy grupowego misia i pocieszaliśmy Cor.
Tak spędziliśmy popołudnie, o 17 razem z chłopcami pojechałam do domu. Tylko Zayn został, głównie dlatego pojechałam do domu. Widać że się mają ku sobie.
Kilka przecznic przed domem samochód Lou stanął. Musieliśmy iść na piechotę, do tego zaczął padać deszcz. Cali przemoknięci zatrzymaliśmy się w MSC. Harry poszedł zamówić, a ja wycierałam włosy.
-Weź moją bluzę, przeziębisz się.- Niall podał mi bluzę.
-Ale.. przecież ty też jesteś mokry.
-Nie ma ale zakładaj i koniec.
-Dziękuję.
Poszłam do łazienki, jak wróciłam już pili shejki. Przestało padać i wróciliśmy do domu.
Przebrałam się w suche ciuchy i zeszłam do salonu, obejrzeliśmy jakąś marną komedię i wszyscy się rozeszli. Zajrzałam do Nialla oddać mu bluzę.
-Mogę-zapukałam
-Tak, otwarte.
-Przyszłam oddać ci bluzę-grał na gitarze.
-Spoko.
-Co grasz? – Nie znałam tej melodii.
-A takie tam, mam kilka piosenek które piszę i gram tylko dla siebie.
Przeczytałam je, naprawdę fajne.
-Zagraj tą.- On grał i razem śpiewaliśmy.
Później jeszcze rozmawialiśmy, śmialiśmy się i znów zasnęłam.  Nie ma co towarzyska jestem, który raz już tak zasypiam. Miałam cudowny sen, był chłopak i ja. Nie widziałam jego twarzy, był szczupłym, przystojnym blondynem. A tak szczerze mówiąc nie wiem jak znalazłam się u siebie, pewnie Nialler mnie przyniósł. Myślałam że jeszcze sobie pośpię, lecz co zamykałam oczy promienie słońca oświetlały moją twarz na której pojawił się grymas. Chcąc nie chcąc wstałam niechętnie z łóżka. Wzięłam prysznic, ubrałam się i poszłam na śniadanie. Po salonie miotał się Lou.
-Co jest?- zapytałam
-Harry..
-Co z nim ? –powiedziałam zdenerwowana.
-Jest w szpitalu, w nocy spadł ze schodów.
-Jadę tam- już ubierałam buty.
-Czekaj my też !
15 minut później byłam już przy nim. Ujęłam jego dłoń i czekałam aż się obudzi.
Minęła może z godzina jak ścisnął moją rękę, poszłam po lekarza i zrobili badania. Już jutro może wyjść. Dostał leki i ma się nie przemęczać, oj już ja o to zadbam.
-Hazz, rzuciłam mu się na szyję, bałam się o ciebie. Nie strasz mnie już tak więcej.
-Dobrze, dobrze, też cię kocham ale mnie dusisz.
-A no tak- pocałowałam go w policzek i usiadłam na krześle obok. Przyszli chłopcy, Zayn przywiózł Cor i coś do jedzenia. Wieczorem wszyscy się zebrali, a ja zostałam z  moim `Bratem`.
Wolę mieć go na oku, bo jeszcze niezdara z łóżka spadnie. Harry zrobił mi miejsce obok siebie i zasnęliśmy. Obudziłam się pierwsza i bawiłam loczkami Harrego. Powoli otworzył oczy. Na ten widok uśmiechnęłam się promiennie, on odwzajemnij gest.
-Która godzina Rosie.
-Po 10.
-To idę się ubrać, podasz mi ciuchy?
-Proszę.
PO 20 minutach wyszedł z łazienki. Położył się a ja poszłam po lekarza. Zrobili jeszcze badania i wypisali go.
-Haroldzie Styles ostatni raz ci mówię daj mi tą torbę, miałeś się nie przemęczać!
-Rosalie Crap informuję cię że niesienie 5  kg a nawet mniej to nie jest przemęczanie się.
-Harry przestań – byłam lekko zdenerwowana ja się on niego martwię a ten pajac sobie żarty robi.
-Też cię kocham!- wybiegł ze szpitala.
-Styles jak cię dorwę !- ruszyłam za nim. Po 10 minutach znalazłam go w parku.-Do domu!
-Jak ty tu.. –był zdziwiony.
-Liczę do trzech i już cię tu niema.
-Dobrze mamo!- powiedział z uśmiechem.
-Haha, pośmiejemy się jak ci włosy wyprostuję.-pokazałam mu język.
-Okejj ! – przeciągał litery i objął mnie ramieniem.
Doszliśmy do domu śmiejąc się i wygłupiając. Chłopcy rzucili się na Harrego. Brakowało mi Nialla.
-Gdzie Niall?
-U siebie, nie chce wyjść z pokoju od wczoraj.
-Co się stało?
-Nie powiedział, dzwoniła jego mama i po tym telefonie pobiegł do pokoju i nie chce wyjść.
-Idę do niego.
Podeszłam do drzwi i usłyszałam brzdęk strun gitarowych.
-Niall, mogę.
Nie odpowiedział, próbowałam do niego wejść, oczywiście bezskutecznie.
-Niall, co się stało. Pomożemy ci, wiesz że nam możesz powiedzieć- mówiłam  to od około 15 minut.
-Rose, ja… chcę być teraz sam. Proszę dajcie mi trochę czasu. Wszystko wam później wytłumaczę.-powiedział drżącym głosem i albo mi się wydaje albo płakał.
-Dobrze Niall, pamiętaj że jesteśmy z tobą i się o ciebie martwimy. Poszłam na dół i powiedziałam chłopcom co mi powiedział. Wszyscy zgodnie uznaliśmy że nie będziemy go męczyć. Był już wieczór, blisko 19 siedzieliśmy w ciszy w salonie. Nie miałam ochoty na nic, myślałam tylko o Niallu. Co mogło się stać żeby aż tak się załamał. To nie dawało mi spokoju, wtuliłam się w Harrego i rozmyślałam. Usłyszałam kroki, spojrzałam na schody. Niall podszedł do nas i spojrzał po wszystkich, nikt nic nie mówił. Horan usiadł na fotelu i wziął głęboki oddech. Teraz wiem że na pewno płakał, miał podkrążone oczy które ledwo co się otwierały. Każdy włos w inną stronę. Wyglądał strasznie, teraz miałam tylko ochotę tylko go przytulić.
-Moja ciocia Suzie …- nie dokończył i wtulił się w siedzącego obok Louisa.
Płakał, normalnie się rozpłakał, wiedziałam już co się stało, chłopcy też się pewnie domyślili. Ciocia Nialla Suzie była dla niego bardzo bliską osobą, niestety chorowała i to poważnie. Dalej nic nie mówiliśmy, każdy po kolei podszedł do nich i przytulił. Staliśmy tak przyklejeni do siebie. Nikt nie wymagał żeby coś jeszcze mówił.
Niall wstał.
-Dziękuję wam, nie wiem co bym teraz bez was zrobił.- otarł ręką mokrą twarz.
-Niall, kochamy cię i chcemy dla ciebie jak najlepiej.-powiedział Liam.
-Ja.. muszę lecieć do Irlandii.
-Pojedziemy z tobą, jesteśmy rodziną- dodał Harry.
-Tak, już zamawiam bilety.
Wszyscy się już rozchodzili do pakowania się jedynie Niall stał jak wryty.
-Niall, chodź nie długo wylatujemy.- uśmiechnęłam się.
-Tak, już idę. – odwzajemnił uśmiech.

___________________________________________________________

Okej, nie wiem co o tym myśleć, ale niech będzie ; ] Mały dramacik się szykuje, ale to taki krótki raczej wątek będzie. Dziękuję za komentarze < 33 W majowy weekend planuję napisać na przód trochę. Buziaki ; **. I jeszcze jedno pytanie: Czy długość rozdziałów jest zadowalająca ?? :D